Debiut Zgranej Paki w Niemczech. „Za rok wracamy po medal!” [ZDJĘCIA]

Morsy Zgrana Paka startowali w Regatach Smoczych Łodzi w Cottbus. Na 17 osad nasi zajęli piąte miejsce. – Przed zawodami ten rezultat brałbym w ciemno, a po samych regatach czuję pewien niedosyt – mówi Grzegorz Cegiełka, kapitan drużyny

Niemiecki debiut naszej załogi odbył się 30 czerwca. W Nowej Soli startowali już wcześniej podczas Regat Smoczych Łodzi przy okazji Święta Solan. Wtedy jako drużyna Morsy NGB zajęli drugie miejsce.

Potrafił nas opierniczyć”

– Po tym srebrnym medalu nie zastanawiałem się ani sekundy i wiedziałem na sto procent, że drużyna Morsów Zgranej Paki jest gotowa i że osady niemieckie w tej kategorii wyprzedzimy. Znam swoją grupę i nie znam innej, która tak dobrze potrafi się bawić. Pod względem sportowym przygotowywał nas trener Adam Karpiński, któremu w imieniu całej grupy chcę serdecznie podziękować za bezinteresowną pomoc i spędzony czas na wspólnych treningach. Za to, że potrafił nas – kiedy trzeba – opierniczyć, ale też pochwalić, jak nam dobrze szło. Umiał zmotywować nas do pracy i w sumie dzięki niemu zdecydowaliśmy się na start w niemieckich zawodach. Właśnie Adam nam powiedział, że mamy szansę na medal w Cottbus. Wtedy tylko się uśmiechałem, bo wiedziałem, że w naszej drużynie jest pełna amatorka. Pomyślałem: co on za bzdury gada. My trzy-cztery razy w roku spotykamy się na przełomie maja i czerwca, żeby wspólnie popływać, a on widzi w nas potencjał? Takie miałem myśli na początku – wspomina Grzegorz Cegiełka.

On i reszta kapeli zdawali sobie jasno sprawę, że łatwo nie będzie, bo niemieckie osady są na wysokim poziomie. – A przy tym świetnie się w tym sporcie bawią – podkreśla Cegiełka.

Na którymś z treningów kapitan naszej załogi zauważył, że – jak to określa – coś zatrybiło. Według jego relacji łódka morsów nie płynęła, ale zaczęła sunąć po wodzie. – To się czuje. I wtedy dostrzegłem w nas potencjał, to, że mamy to coś. No i zapisaliśmy się na niemieckie regaty. Do Cottbus pojechaliśmy w sobotni poranek z kibicami i Wiesławem Piecem, który był naszym kierownikiem i pilotem. Serdecznie dziękujemy. Na miejscu przywitał nas 83-leteni pan Erwin, Niemiec, który świetnie mówił po polsku. Był naszym tłumaczem. Wspaniały człowiek, można było z nim porozmawiać na każdy temat. Był otwarty na młode pokolenie i razem z nami bawił się na zawodach. Mam nadzieję, że za rok znów się spotkamy – mówi Grzegorz Cegiełka.

Niemcy mistrzami startów

W pierwszym biegu nowosolanie trafili na mocny zespół złożony z urzędników – Rathaus Krebse. Wyścig był wyrównany. Po starcie nasi przegrywali minimalnie. Do mostu płynęli na styk. – Wtedy ktoś krzyknął: jazda, szybciej – i to był nasz wielki błąd. Niepotrzebnie jako szlakowy podpaliłem się i przyspieszyłem. To spowodowało, że zamiast wiosłować, pogubiliśmy się. Przegraliśmy o 0,38 sekundy. Był wielki niedosyt – przyznaje Cegiełka.

Do drugiego startu Morsy Zgrana Paka podeszli bardziej skupieni i równie głodni zwycięstwa. Tym razem rywalizowali z załogą Eine schrecklich nette Gemeinde. MZP wiedzieli, że oponenci są mocni, bo czas z pierwszego biegu mieli zbliżony do nowosolskiej załogi.

– W głowie miałem jedno: nie podpalać się, nawet jak zostaniemy na starcie. Trzeba płynąć swoje i to dam nam sukces. Nie wiem, jak to robią Niemcy, ale oni są mistrzami startu. Znów nas minimalnie na nim wyprzedzili. Ale później czuliśmy, że jest lepiej niż za pierwszym razem. Na moście w dalszym ciągu przegrywaliśmy, jednak końcówkę mieliśmy lepszą i udało się po raz pierwszy w historii naszych startów zwyciężyć. Wygraliśmy o 0,23 s. Osobiście czekałem na to pierwsze biegowe zwycięstwo pięć lat; to już jakieś fatum było. Wszyscy byliśmy szczęśliwi. Do walki o medale zabrakło 0,23 s. Niewiele, dlatego jest ten niedosyt, o którym wspomniałem wcześniej. Gdybyśmy w pierwszym biegu popłynęli na miarę możliwości, to kto wie… Frycowe zapłaciliśmy, za rok płyniemy po medale – zapowiada Grzegorz Cegiełka.

Za rok tam wrócimy”

W ostatnim biegu podopieczni Adama Karpińskiego płynęli ze Spardrachen. Po dwóch wyścigach byli od nich lepsi o 0,5 s. Niewiele.

Grzegorz Cegiełka: – Wiedziałem, że znów będzie równo. W biegu finałowym popłynął z nami Wiesław Piec. Tym razem miałem wrażenie, że na starcie delikatnie prowadzimy, ale nie wiedziałem, czy to dobrze, bo potem różnie bywa. W pewnym momencie poczułem, że jest za szybko, delikatnie zwolniłem, co spowodowało, że płynęliśmy równo i piąte miejsce stało się faktem.

Cegiełka przyznaje, że radości nie było końca. Chce podziękować całej ekipie. – Tylko dlatego, że jesteśmy naprawdę zgraną paką morsów, udało nam się zająć tak wysokie miejsce w tych w zawodach. Gdyby przyznawali nagrodę za zabawę, medal byłby nasz. Na koniec muszę powiedzieć, że niemieckie drużyny świetnie się bawią, niektóre zespoły płyną w przebraniach, ale co najważniejsze – płyną uczciwie. W żadnym biegu nikt nie wystartował wcześniej niż na komendę „go”. Należy im się za to wielki szacunek, podobnie jak za doskonałą gościnę. Za rok tam wrócimy – puentuje nasz zawodnik.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *