Michalewicz o awansie do III ligi: Będziemy mieli milionowy budżet

– To nie była prosta droga do awansu. Jesteśmy widoczni w mediach, jasno komunikujemy o celach i nie ukrywamy się za podwójną gardą, dlatego wielu życzyło nam źle – mówi prezes Odry Skrzynie Zając Bytom Odrzański Piotr Michalewicz

Mateusz Pojnar: Już parę lat temu, gdy wchodziłeś do zarządu, miałeś w głowie plan: operacja III liga?

Piotr Michalewicz: Nie, na początku chciałem poukładać klub, który wtedy był w złym stanie. Ale apetyt rósł w miarę jedzenia. Pierwsze dwa lata nie prosiliśmy miasta o większą pomoc, jednak zauważyłem, że burmistrz docenia to, co robimy i że jest gotów zaangażować się bardziej w piłkę w zamian za to, co organizujemy dla bytomian – festyny, pikniki itd. I za infrastrukturę, bo na własną rękę, w czynie społecznym, zaczęliśmy ją cywilizować.

W pierwszym sezonie napinałem się na awans do okręgówki, ale okazało się, że jest za wcześnie. W następnym wiedziałem już, co trzeba zrobić, by to osiągnąć. Bardzo ważnym momentem było zatrudnienie trenera Grzegorza Tychowskiego. Jest ojcem tych sukcesów. Wniósł powiew świeżości jako człowiek spoza lokalnego kręgu – to było ważne. Każdy startował u niego z czystą kartą i musiał budować swoją pozycję. A Bytom był hermetycznym środowiskiem piłkarskim, w którym dochodziło do niewielu zmian. My je zrobiliśmy, przekonaliśmy też zawodników do powrotu, choćby Bartka Skibę. Dołożyliśmy do tego projektu lokalnych matadorów i to zaczęło funkcjonować w okręgówce, a potem w IV lidze.

Jak budowaliśmy ekipę w okręgówce, wtedy pojawiła się myśl: powalczmy potem o III ligę.

Który moment w tym sezonie był przełomowy?

Zwycięska bramka Michała Konsewicza w Kożuchowie, w doliczonym czasie gry, utrzymała nas mocno w siodle. Przepchnęliśmy ten mecz kolanem, ale tak też zdobywa się mistrzostwo. Ta bramka miała duże znaczenie.

Po ludzku ważne były wydarzenia w Zbąszynku, gdzie przegraliśmy 1:6. Srogie lanie. W szatni padło wiele męskich słów i potem pierwszy raz to nie ja udowadniałem zawodnikom, że jestem w stanie coś zrobić, tylko oni musieli pokazać mi, że potrafią. Dla mnie to było trudne do przełknięcia, wylała się fala hejtu. Spodziewałem się, że tak będzie, ale nie spodziewałem się aż takiej skali. Szczególnie wylała się na mnie, bo jestem frontmanem tego projektu. Piłkarze pokazali wówczas, że jesteśmy rodziną.

Po tym meczu seryjnie wygrywaliście, każde ze spotkań było małym finałem.

Tak to określaliśmy. Lepszej reakcji po blamażu nie można było sobie wymarzyć.

To nie była prosta droga do awansu. Jesteśmy widoczni w mediach, jasno komunikujemy o celach i nie ukrywamy się za podwójną gardą, dlatego wielu życzyło nam źle. Jak wygrywaliśmy – była cisza. Jak przegraliśmy – kibice innych drużyn na naszym Facebooku wylewali swoje żale i cieszyli się z naszych potknięć. Nie rozumiem tego. To bardzo polskie. Ale dziękuję hejterom za to, że ich działalność podniosła nasze facebookowe zasięgi. To się podoba naszym sponsorom [uśmiech]. Tak że zapraszamy na FB, niedługo zaczniemy pokazywać coś nowego, co nawiąże do serialu „Dragon Ball”. Będziemy bawić się Facebookiem, ale i piłką nożną – nie można cierpieć na boisku i grać na 0:0.

Jednocześnie trzeba przyznać, że wielu nam po awansie gratulowało i za to dziękujemy.

W kontekście awansu ważne były też zimowe transfery.

A wiele osób mi mówiło: po co ściągacie tych piłkarzy, skoro i tak macie kadrę, która zrobi awans. Wiedziałem, że kadra musi być szersza, bo zima będzie dobrze przepracowana i mogą się pojawić urazy. Do tego kilku piłkarzy, którzy trenowali mniej, odeszło. Pozyskaliśmy graczy z trzecioligowym doświadczeniem. Oni mieli udźwignąć presję. Mocna ławka okazała się kluczem do awansu. Żaden inny zespół nie miał tak silnych rezerwowych.

Po drugie – sztab szkoleniowy, pięć osób, zrobił kawał dobrej roboty. Miał przeanalizowanego każdego rywala. Ilankę mieliśmy świetnie rozczytaną i zagraliśmy dokładnie to, co sobie założyliśmy. Takiego sztabu nie mają niektóre zespoły nawet w III lidze.

Świętowanie awansu jest u was takie jak w Neapolu, czyli trwa do dziś?

Na razie to było tylko preludium [uśmiech]. Szafki w klubie do dziś kleją się od szampana, za nami bardzo długa noc. Ale przed nami już w sobotę piknik sportowy dla kibiców [więcej o nim piszemy na str. 9].

Jakie zmiany szykują się w sztabie szkoleniowym i w zespole?

Niestety, trener Tychowski po dwóch wspaniałych latach, pełnych sukcesów, i po napisaniu świetnej historii dla Odry odchodzi ze względów rodzinnych. Dalej pracuje zawodowo jako wojskowy, nie może tej pracy porzucić. Już teraz miał mało czasu dla rodziny, a niedawno urodził mu się synek. Wiedział, że będziemy oczekiwać dużego zaangażowania w III lidze i treningów będzie więcej. Podjął trudną dla siebie decyzję. Powiedział, że nie może dziś wybrać sportowych marzeń, tylko wybiera rodzinę. I że jako facet musi się tak zachować. Bardzo to szanuję.

Stajemy przed wyborem nowego trenera. Ale spokojnie, wszystko mam pod kontrolą. Na pewno podejmiemy mądrą decyzję [wywiad ukazał się przed tym, jak dowiedzieliśmy się, że nowym trenerem Odry został Maciej Górecki – red.].

Z powodów osobistych nie będzie nam już pomagał trener Marceli Borowiecki.

Kto odchodzi, przychodzi? Chcę poczekać z opowiadaniem o tym na nowego trenera. Na dziś mogę potwierdzić, że nową umowę podpisał Bartek Skiba.

Jakim budżetem będzie dysponowała Odra?

Około milion złotych. Jak przychodziłem, nasz budżet był na poziomie 120 tys. zł. Nie chcę sam siebie chwalić, ale to pokazuje ilość pracy, jaką w to włożyłem. Mówię o tym, bo wiem, że poświęciłem temu kawał życia.

A i tak z milionem będziemy w tych czasach biednym wujkiem na trzecioligowym weselu. Jesteśmy w stanie realnie skonstruować taki budżet. Nawet go nieco powiększyć, ale o tym będę wiedział w nowym roku. Na pierwsze pół roku muszę zabezpieczyć pół miliona, może nawet z górką.

Skrzynie Zając zostają z nami, nadal będą sponsorem tytularnym. Cieszę się, że to firma z Bytomia Odrzańskiego i że chce nas wspierać.

Niedawno mówiłeś mi, że teraz celem jest awans do II ligi. Podtrzymujesz?

Nie znamy kadr innych zespołów, więc dlaczego mamy mieć kompleksy? Każdy może wygrać z każdym, co potwierdziła Carina Gubin.

Tak, taki jest cel. Inne podejście nie daje emocji. Piłka nożna jest fajna wtedy, gdy gra się o coś. Gramy o kolejny awans – chcemy zrobić problem sobie, miastu i wszystkim dookoła.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content