Brzeziński: Wiedziałem, że nie będziemy chłopcami do bicia [ZDJĘCIA]

Tauron 1. Liga: świetny początek sezonu Astry Nowa Sól! Po zwycięstwie w Kluczborku ograła również AZS AGH Kraków, mimo że przegrywała już 0:2. Teraz zagramy w dalekim Świdniku

Astra Nowa Sól – AZS AGH Kraków 3:2 (19:25, 18:25, 25:21, 25:15, 15:13)

Astra: Kryński, Hoszman, Foltynowicz, Woźniak, Jacznik, Skibicki, Pizuński, Drzazga, Szydłowski, Brzeziński, Kosian, Wiśniewski, Majewski-Nowak, Czyrniański

Zanim przejdziemy do horroru z Krakowem, wróćmy na chwilę do potyczki Astry w pierwszej kolejce z silnym Mickiewiczem Kluczbork. Niewielu spodziewało się, że nowosolanie poradzą sobie aż tak dobrze. Pod siatką byli doskonali – wygrali na wyjeździe 3:0, w setach do 25, 25 i 22.

– Pojechaliśmy do renomowanego przeciwnika, który jeszcze się wzmocnił – wspomina trener Astry Andrzej Krzyśko. – Ale pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony. Chłopaki zagrali naprawdę mądrze, wykorzystaliśmy swoje atuty. To, co kulało w ubiegłym sezonie – końcówki setów – tym razem kontrolowaliśmy i utrzymywaliśmy przewagę. Po 20. punkcie to my rządziliśmy. Widziałem w zespole spokój i pewność. Natomiast na pewno to była niespodzianka. Wyszarpaliśmy komplet punktów.

Kluczbork pokazał klasę już kilka dni później, pokonując Sulęcin na wyjeździe 3:1.

A Astra? W sobotę w drugiej kolejce grała w Nowej Soli z AZS AGH Kraków. Kibice oczekiwali potwierdzenia dobrej formy w pierwszym spotkaniu u siebie.

Przez pierwsze dwa sety Koliberki miały duże problemy. Przegraliśmy je do 19 i 18. To nie jest tak, że Astra grała jakoś strasznie słabo – tak nie było. AZS za to grał rewelacyjnie i na tym polegała jego przewaga.

Sztab Astry jest już po analizie meczu i na jego starcie krakowianie prezentowali się świetnie w obronie. – Podbijali wszystko, co się dało – podkreśla trener Krzyśko. – Dodatkowo sprzyjało im szczęście, bo piłka wracała zawsze tam, gdzie powinna. Chcieliśmy to za szybko skończyć. Brakowało nam cierpliwości, takiej brudnej siatkówki, w której niekoniecznie trzeba tylko punktować atakując, ale i blokując czy kiwając. Graliśmy też gorzej od gości w przyjęciu.

Później Astra zaczęła zmieniać, szukać optymalnego rozwiązania, by w tym meczu spróbować zmartwychwstać. No i to przyniosło skutek! Zmiennicy dołożyli „to coś”.

– Wszyscy, cały zespół, zasłużyli na pochwałę – zaznacza Krzyśko. – Zawsze powtarzam, że chcę mieć drużynę, w której w każdym momencie jeden może zastąpić drugiego i dać coś dobrego.

Z 0:2 zrobiło się 2:2. Tie-break? Wydawało się, że mamy go pod kontrolą, ale wtedy do głosu doszli ponownie przyjezdni i zrobił się styk. Wtedy zagrała u nas defensywa – finalnie przyniosła nam zwycięstwo do 13.

– Ten mecz podniósł nam mental – nie kryje trener Krzyśko. – Potwierdził, że potrafimy po walce wrócić i wygrać. Że mamy wiarę w to, co robimy. Markus Kosian ma kontuzję, ale robił show, nakręcał kibiców i chyba więcej się naskakał niż chłopaki na boisku. Zbudowaliśmy dobrą atmosferę.

MVP meczu z AZS został kapitan Astry Marcin Brzeziński. Potwierdza słowa trenera: ta potyczka miała dwa oblicza. – Ciężko weszliśmy w to spotkanie – mówi „Tygodnikowi Krąg”. – Kraków wywarł na nas mocną presję, pierwsze dwie partie grał bardzo dobrze w obronie i nie mogliśmy skończyć własnego ataku. To wprowadziło u nas wiele niepewności. Trener mocno rotował składem przez dwa sety, by trafić w optymalne zestawienie i w końcu postawić się przeciwnikowi.

– W trzecim secie – dopowiada Brzeziński – trafiliśmy w optymalną szóstkę i nareszcie zaczęliśmy grać swoją siatkówkę. Postawiliśmy na mocną zagrywkę, przez co zaczęliśmy rozbijać gości. Przełożyło się to na skuteczniejsze funkcjonowanie bloku i obrony.

Brzeziński chwali atakującego Astry Tomasza Kryńskiego, który zdobył 21 punktów: – Cały czas napierał na rywali, dwoił się i troił, żebyśmy wrócili do gry.

Kapitan Koliberków podkreśla, że w drugiej części meczu Astra pokazała kilka świetnych akcji na wysokim poziomie. Nie mogła jednak ani na chwilę stracić koncentracji. – W piątym secie chwila rozluźnienia mogła kosztować nas wygraną – przestrzega Brzeziński. – Trudno jest odrabiać straty, tym bardziej że Kraków jest ambitnym, dobrze zorganizowanym zespołem. Całe szczęście udało nam się w tie-breaku obronić kilka kluczowych piłek i trzymać atak i zagrywkę na wysokim poziomie.

Czy kapitan nowosolan spodziewał tak dobrego wejścia w sezon? – Myślę, że nie – uśmiecha się. – Choć wiedziałem, że nie będziemy chłopcami do bicia. Wiedziałem też, jaki potencjał drzemie w zespole i czułem, że stać nas na dobrą grę. Ciężko trenujemy i mogę tylko powiedzieć, że jeszcze nieraz sprawimy wielkie uśmiechy na twarzy naszych kibiców w Nowej Soli.

W trzeciej kolejce, już w sobotę, Astra zagra w Świdniku.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content