Ambasador. Ekskluzywna rozmowa z Marcinem Oleksym [PODSUMOWANIE 2023]

PRZYPOMINAMY NAJWAŻNIEJSZE TEKSTY 2023 ROKU. „TK” 11 – 14 MARCA – Dane mi było pokazać nas, zawodników ampfutbolu, w skali świata. Stanąć na scenie w Paryżu i udowodnić, że niemożliwe nie istnieje – mówi w ekskluzywnym wywiadzie dla „Tygodnika Krąg” Marcin Oleksy, zwycięzca Nagrody Puskása, którą odebrał na gali FIFA w Paryżu

Mateusz Pojnar: Wyczytują trzy nazwiska finalistów: Richarlison, Payet, Oleksy. A potem ogłaszają, że wygrałeś właśnie ty – co czułeś w tamtym momencie?

Marcin Oleksy: W pierwszej chwili? Głowa w dół, szybkie wdechy, żeby jakoś dojść do siebie.

Planowałem przemówienie już dwa tygodnie wcześniej, układałem je sobie w głowie. Myślałem, że mogą się poryczeć, jak im to wszystko powiem. Szedłem w stronę sceny i zastanawiałem się, od czego mam zacząć. Odebrałem nagrodę, spojrzałem na salę i wszystkie oczy były skierowane na mnie. Pojawił się stres i potem nawet nie pamiętałem, co ostatecznie powiedziałem.

Pokazali bramkę jeszcze raz i po oklaskach ciśnienie zeszło: podniesiona pięść, uśmiech. Megauczucie.

Piękna była reakcja wszystkich, w tym Messiego czy Mbappé. Bili brawo, dostałem owację. Niesamowite uczucie. Jak pokazywali nominowane bramki, nawet Mbappé nie dostał takich braw, a przecież był u siebie – gra w PSG, jest Francuzem. Oddali mi tym szacunek.

Wyjątkiem był Richarlison – on nie był zadowolony z takiego obrotu spraw.

Po czym to poznałeś?

Wyszedł tuż po ogłoszeniu zwycięzcy.

Ale w internecie widziałem, że zrobił sobie z tobą zdjęcie. I ładnie je podpisał.

Zostało zrobione przed galą, jest na nim też Payet. Być może Richarlison wyszedł, bo się spieszył, ale wydaje mi się, że raczej chodziło jednak o to, że nie wygrał. Zdziwiła mnie trochę jego reakcja. Wydaje mi się, że on sam był zdziwiony, że nie zwyciężył. To wyczytałem z jego zachowania.

Wspominałeś, że miałeś przygotowane inne przemówienie. Co pierwotnie chciałeś powiedzieć?

Miałem zamiar bardziej skupić się na swojej historii, powiedzieć więcej o początku, jak to się u mnie zaczęło. Jeszcze mocniej poruszyć kwestię ampfutbolu, bo on zasługuje na ważne miejsce w sporcie.

Przed galą miałeś przeczucie, że wygrasz?

Do samego końca nie wierzyłem, że to się uda. Konkurowałem z gwiazdami, w dodatku dochodzą mistrzostwa świata, na których Richarlison zdobył swoją bramkę. Chociaż bardziej podobał mi się gol Payeta dla Marsylii.

Ale wcześniej rzeczywiście pojawiały się sygnały, że jednak mogę wygrać. Justyna z FIFA, która się nami opiekowała, pytała, jak będę ubrany, czy będę z protezą, czy bez, bo organizatorzy chcieliby to wiedzieć w razie mojej wygranej. Moja partnerka Ewelina zwróciła uwagę, że to może coś sugerować. Dodatkowo gala na słuchawkach była tłumaczona na język polski, co ponoć nigdy nie miało miejsca.

Też znamienne było to, że posadzili mnie z brzegu – nie musiałem się przeciskać między innymi ludźmi. Jak tam usiadłem, zażartowałem: to co, wygrałem? [śmiech]

Prezes Warty Poznań mówił mi później, że już od godz. 12.00 wiedział, że wygrałem, bo widział w internecie zdjęcia, które zrobiła mi FIFA. Zwycięzca Nagrody Puskása ma ponoć co roku fotografie z białą i brązową piłką – miałem z obiema.

W dniu gali odwiedzili mnie też dziennikarz z Węgier i żona Ferenca Puskása. Ten dziennikarz powiedział, że będzie bardzo zdziwiony, jeśli nie wygram. Przywiózł mi koszulkę i książkę o tym legendarnym piłkarzu.

Miałeś okazję poznać największych w świecie futbolu i z nimi porozmawiać.

Przede mną siedziały świetne piłkarki, w tym najlepsza na świecie bramkarka. Niedaleko również Yassine Bounou, bramkarz Sevilli i reprezentacji Maroka, świetny człowiek. Bardzo pozytywnie nastawiony, gratulował mi. Przede mną byli trener Scolari i bramkarz reprezentacji Argentyny Emiliano Martinez. Widziałem van Dijka, też trochę starszych gwiazd piłki. Długo można by było wymieniać.

Rozmawiałeś z nimi?

Kylian i Messi, dziś największe gwiazdy, w pewnym sensie byli bardziej odseparowani od reszty. Wokół Mbappé było mnóstwo ochroniarzy i trudno było się do niego dostać.

Ale pogadałem z Roberto Carlosem – podszedł do mnie i pogratulował. Dużo rozmawiałem z szefem FIFA Giannim Infantino. Arsene Wenger zażartował, że muszę być bardzo silnym człowiekiem, skoro strzelam takie bramki. Że to po prostu było szalone. Rozmawiałem też z Del Piero, Pierluigim Colliną. Mam zdjęcie z Brazylijczykiem Ronaldo, idolem z młodszych lat. To była chyba dla mnie największa radość – że spotkałem Carlosa czy Ronaldo, gwiazdy dawnego Realu Madryt.

To pierwsza taka nagroda dla Polaka i dla przedstawiciela ampfutbolu. Przełamujesz bariery.

Wiesz co, jestem przekonany, że wygrałem nie przez niepełnosprawność, tylko przez to, co zrobiłem. Ta bramka spodobała się ludziom.

Czułeś wsparcie swoich kolegów i przyjaciół z Nowej Soli, gminy Otyń, powiatu nowosolskiego?

Ono było bardzo mocne, bardzo za nie dziękuję. Mnóstwo ludzi się w to zaangażowało. Głosujący byli z całego świata.

Nagroda diametralnie zmieniła i zmieni jeszcze twoje życie. Już teraz dostrzegasz, że nie ma powrotu do tego, co było? Może to staje się powoli uciążliwe?

Według mnie tak naprawdę to jest szansa dla całego ampfutbolowego środowiska. Tak to przyjmuję. Dostałem pewne zadanie i będę musiał je kontynuować. Staram się nie odmawiać wywiadów żadnym mediom, popularyzować ten sport.

Nie, to nie jest męczące. Tzn. fizycznie jest, ale muszę to zrobić, bo ampfutbol na to zasługuje.

Czujesz się teraz ambasadorem tej odmiany piłki nożnej?

Tak się złożyło, że jestem na dziś najbardziej rozpoznawalnym przedstawicielem ampfutbolu, więc myślę, że tak. Ale ambasadorem jest każdy, kto uprawia ten sport. My wszyscy to współtworzymy, a mi dane było pokazać nas, zawodników ampfutbolu, w skali świata. Stanąć na scenie w Paryżu i udowodnić, że niemożliwe nie istnieje.

Treningi ampfutbolu pokazują, że my potrafimy się z siebie śmiać.

Przed twoim wyjazdem do Paryża mieliście świetne hasło: jedną nogą w finale.

Hasło jest mega! Mocno wybrzmiało.

A do swojej pracy na budowie teraz wrócisz?

Myślę, że wrócę, bo ją lubię – lubię przebywać w towarzystwie moich kolegów z pracy. Codziennie jest mnóstwo śmiechu. W dodatku to jest rodzinna firma, prowadzi ją kuzyn. Wszystko jest do poukładania równolegle z projektami, które będę szykował. Muszę przemyśleć, co dalej.

W „Tygodniku Krąg” jako pierwsi opisaliśmy szeroko twoją historię związaną z ampfutbolem już w grudniu 2020 r. Wtedy zaczynałeś przygodę z tym sportem.

Dużo się zmieniło, prawda? Całe życie kochałem sport, piłkę. Charakter pozwolił mi szybko zaadaptować się w Warcie, w reprezentacji.

I w końcu stałeś się inspiracją dla ludzi, którzy mają za sobą dramatyczne momenty.

Tak czuję. Mam nadzieję, że teraz wielu ludzi uwierzy w siebie i uzna, że nie można się poddawać.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content