40. rocznica stanu wojennego. Andrzej Gabryszewski: To był wojskowy pucz

– Generał Jaruzelski miał wszelkie możliwości, żeby do wprowadzenia stanu wojennego nie dopuścić. Ale wierny obrońca Związku Radzieckiego nie mógł postąpić inaczej – mówił w rozmowie z „Tygodnikiem Krąg” w 2011 r. antykomunistyczny opozycjonista Andrzej Gabryszewski. Przypominamy ten wywiad w ramach cyklu #retroKrąg. Dziś obchodzimy 40. rocznicę stanu wojennego

Mariusz Pojnar: Co pamięta pan z tamtych wydarzeń?

Andrzej Gabryszewski: Moje wspomnienia dotyczące stanu wojennego są wspomnieniami z wojny, jaka została wypowiedziana narodowi polskiemu przez ówczesne władze komunistyczne.

Warto zwrócić uwagę na to, że gen. Wojciech Jaruzelski wraz z grupą generałów Ludowego Wojska Polskiego dokonał de facto zamachu stanu, stając na czele niekonstytucyjnego ciała, jakim była Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego. Konstytucja nie przewidywała takiego rozwiązania, więc to nie było nic innego jak pucz. To było złamanie konstytucji.

Wojciech Jaruzelski od 18 października 1981 r. skupiał w swoich rękach trzy najważniejsze funkcje władzy politycznej i wykonawczej: był pierwszym sekretarzem KC PZPR, premierem rządu od lutego 1981 r., a także ministrem obrony narodowej od kwietnia 1968. Ministrami najważniejszych resortów byli generałowie, których zwierzchnikiem był Jaruzelski – jako szef MON i premier miał władzę absolutną.

Mógł z powstającymi nowymi siłami społecznymi, związkami zawodowymi i zmieniającymi się już istniejącymi organizacjami społecznymi i zawodowymi w sposób pokojowy rozwiązać występujące w kraju problemy.

Dlaczego tego nie zrobił?

Właśnie – dlaczego?

Przecież solidarnościowa „zaraza” mogła zniszczyć dominującą rolę Związku Radzieckiego w Polsce, a jednocześnie być zaraźliwa dla pozostałych krajów obozu socjalistycznego. I tak to się w końcu stało, tyle że po ośmiu latach.

Wśród 21 postulatów przedstawionych przez strajkujących robotników w sierpniu 1980 r. najważniejszymi były: prawo do tworzenia niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych; zagwarantowanie prawa do strajku, do bezpieczeństwa strajkującym i osobom wspomagającym; przestrzeganie zagwarantowanej w konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji. I udostępnienie środków masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań.

Te postulaty to była istna rewolucja w systemie komunistycznym. Władza, podpisując porozumienia z robotnikami, chciała tylko zakończyć strajk. Do 13 grudnia 1981 wszystko było podporządkowane temu, by z tych zobowiązań się nie wywiązać. 4 października 1980 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie zarejestrował statut „Solidarności” robotniczej, ale wpisał do niego kierowniczą rolę partii i ograniczył prawo do strajków. To oznaczało zerwanie podpisanych umów społecznych. Ostatecznie, pod groźbą strajku, Sąd Najwyższy zarejestrował statut bez tych zapisów. Natomiast przewodnią rolę partii zapisano w załączniku do statutu związku.

Czyli pana zdaniem władza dążyła do wprowadzenia stanu wojennego?

Tak, robiła wszystko, żeby się z podpisanych zobowiązań wycofać. Nie było dobrej woli, by umowy społeczne w tych trzech aspektach spełnić.

Już 11 września 1980 zastrajkowali robotnicy w Hucie Katowice, by zmusić władzę komunistyczną do respektowania podpisanych umów, w tym prawa do zakładania wolnych związków zawodowych, bo władze głosiły pogląd, że prawo dotyczy tylko tych województw objętych porozumieniami. Opóźniano rejestrację innych związków, np. Rolników Indywidualnych „S” (marzec 1981 r.), Niezależnego Zrzeszenia Studentów (luty 1981). Ostatecznie rejestracji dokonywano po kolejnych strajkach.

Cenzura ingerowała w treści artykułów ukazujących się np. w „Tygodniku Solidarność”, „Tygodniku Powszechnym” i innych czasopismach chcących korzystać z prawa do wolności słowa i druku.
Przez cały czas prowokowano społeczeństwo do protestowania, by wywołać nastroje niepokoju i chaosu, czekając na dogodny moment do wprowadzenia zaplanowanego stanu wojennego.

Od marca 1981 władza komunistyczna była do tego przygotowana.

13 grudnia czołgi wyjechały na ulice, stało się. Cała Polska zadrżała. Jak stan wojenny wyglądał w Nowej Soli?

Z powiatu nowosolskiego w nocy z 12 na 13 grudnia internowani zostali: Szczepan Bąk, Andrzej Geneja, Stanisław Grabarczyk, Karol Mielnicki, Jarosław Nanowski i Andrzej Perlak.

Z pomocą rodzinom internowanych pospieszyli ojcowie kapucyni, na czele z proboszczem o. Juliuszem Mikuszewskim. Każdego 13 w kościele św. Antoniego modlono się w intencji ojczyzny, za internowanych i zwolnionych z pracy, za ich rodziny.

Organizowana była pomoc materialna. 13 grudnia przez centrum Nowej Soli przejechały czołgi. Dozamet był zakładem zmilitaryzowanym. Część pracowników miała przez pewien czas zakaz wstępu do zakładu pracy.

Kilka osób z terenu powiatu było internowanych, a jak wyglądał opór pozostałych mieszkańców?

W grudniu powstała podziemna organizacja młodzieżowa Walczącej Polski, rozbita przez Służbę Bezpieczeństwa w lutym 1982. Założycielami byli uczniowie nowosolskich szkół i Technikum Rolniczego z Kożuchowa. Oni też otrzymali wyroki orzeczone przez Wojskowy Sąd Garnizonowy w Zielonej Górze lub przez nowosolski Sąd Rejonowy.

Na początku ‘82 dociera prasa podziemna z Wrocławia – „Solidarność Walcząca”, a od połowy roku pojawia się prasa z Warszawy, bywa też z Poznania i Łodzi. Jednocześnie wydawane są dwa biuletyny lokalne: „Solidarność Lubuska” wydawana przez „Solidarność Walczącą” Ziemi Lubuskiej oraz „Solidarność Walcząca Ziemi Nowosolskiej”.

Jak już wspominałem, każdego 13 w miesiącu w kościele św. Antoniego modlono się w intencji ojczyzny. Po mszy działacze „S” przed kościołem manifestowali domagając się uwolnienia internowanych, więzionych działaczy związkowych i przywrócenia prawa do działalności NSZZ „S”.

Po zabójstwie trzech działaczy „S”, popełnionym przez SB 31 sierpnia 1982 w Lubinie, przed każdą mszą w intencji ojczyzny układaliśmy krzyż z kwiatów i znicze. To był znak pamięci o pomordowanych działaczach, a także znak sprzeciwu wobec rządzącej władzy. I pokaz tego, że „Solidarność” żyje. Nieznani sprawcy systematycznie je usuwali.

W ‘85 przed kościołem umieściliśmy krzyż zrobiony ze stalowej blachy, wypełniony ziemią i kwiatami, z napisem „Nie lękajcie się” z Jana Pawła II. Nienaruszony dotrwał do 1989.

W lipcu ‘83 stan wojenny został odwołany. Jak po tym okresie wyglądał opór wobec władzy?

22 lipca został odwołany, ale Sejm w przyjętej ustawie podtrzymał represyjne przepisy stanu wojennego. Za drukowanie, kolportowanie niezależnej prasy podziemnej można było trafić do więzienia lub zapłacić grzywnę. Proszę pamiętać, że 19 października 1984 funkcjonariusze IV Departamentu MSW porwali i zamordowali kapelana „S” ks. Jerzego Popiełuszkę.
W Nowej Soli 11 grudnia 1985 SB przeprowadziła rewizję w domach kilkunastu osób, zatrzymując kilka z nich. Aresztowanie objęło trzy osoby: Janusza Małeckiego, Ryszarda Szablowskiego i mnie. Trzy osoby dostały wyrok sądowy w zawieszeniu, a jednej sprawę umorzono warunkowo.

Proszę również pamiętać, że w 1989, przed przystąpieniem do obrad Okrągłego Stołu, zostali zamordowani przez „nieznanych sprawców” księża: Stefan Niedzielak, później Stanisław Cuchowolec, a przed wyborem Jaruzelskiego na prezydenta RP został zabity również ks. Sylwester Zych.

Tak wyglądało zawieszenie stanu wojennego… Nazwałbym to zawieszeniem, po którym opór społeczeństwa wobec rządów komunistycznych trwał nadal, ale był już słabszy.

Skupię się na Nowej Soli: nadal kolportowaliśmy prasę podziemną, książki drugiego obiegu, ulotki, plakaty. By podtrzymać ducha mieszkańców, za przykładem większych miast, podjęliśmy na wielką skalę działalność edukacyjną.
Działacze „S” tworzący Duszpasterstwo Ludzi Pracy dostali ogromną pomoc od ojców kapucynów, a w szczególności od proboszcza Andrzeja Surkonta i opiekuna duchowego o. Ryszarda Ślebody. Duszpasterstwo Ludzi Pracy umożliwiało oddziaływanie na szerszą grupę osób niż te, które były zaangażowane w konspirację solidarnościową.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

Mariusz Pojnar
Latest posts by Mariusz Pojnar (see all)
FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content