Wojna nie ma w sobie nic z dziecka. Stąd zajęcia w Centrum Aktywności Społecznej

– To jest moja walka z Putinem – mówi Maciej Koszela, jeden z prowadzących zajęcia dla ukraińskich dzieci. Wymyślili je społecznicy, odbywają się w CAS. Pomagają najmłodszym choć na chwilę zapomnieć o wojnie

Nowosolski sprinter Maciej Koszela zajęcia sportowe poprowadził z Jarosławem Werwickim. Ustawili dzieciom z Ukrainy tor przeszkód. Ale ten tor był pestką w porównaniu z tym, co widziały w swoim kraju.

– Chcieliśmy, żeby najzwyczajniej w świecie dobrze się bawiły – mówi nam Koszela. – Dzieci są najlepsze, inaczej patrzą na świat. Dorośli tak nie potrafią. Dzieciaki w każdym momencie próbują znaleźć coś optymistycznego. Powinniśmy się od nich uczyć.

Na zajęciach sportowych miał 14 dzieciaków. Wiek: od 3 do 12 lat.

Dla Macieja Koszeli te zajęcia są wyjątkowe. – Przed pierwszymi trzy dni nie spałem – mówi. – Jak prowadzę konferencję sportową czy startuję w zawodach – jest okej, bo wiem, czego się spodziewać. Tutaj chciałem stanąć jeszcze wyżej niż na wysokości zadania i strasznie to przeżywałem. Zależało mi, żeby dzieci czuły się komfortowo. I żeby były szczęśliwe. Bałem się, że nie podołam, bo po raz pierwszy prowadziłem zajęcia dla kogoś, kto właśnie uciekł przed wojną. Chyba było w porządku, udało się.

– Były momenty wzruszenia? – pytamy.

– Musiałem mocno powstrzymywać emocje, kiedy 3-letnie dziecko złapało mnie za rękę – wspomina Maciej Koszela.

Biegacz zaprasza na zajęcia wszystkie dzieci z Ukrainy. – Pamiętajcie, że jesteście u siebie i chcemy, żebyście dobrze się u nas czuły – podkreśla.

Koszela nie może pogodzić się z tym, że wojna, takie barbarzyństwo, dzieje się w XXI wieku w Europie: – I nie pogodzę się z tym do końca życia. Wojna nie powinna dotknąć żadnego dziecka ani nikogo innego. Zastanawiałem się, jak dzisiaj mogę walczyć z Putinem. Myślę, że właśnie w ten sposób – prowadząc zajęcia dla ukraińskich dzieci. Pomagać im, żeby kiedyś wróciły do swojego kraju i mogły go odbudować. Żeby mogły być dumne, że są Ukraińcami. Tak, to jest moja walka z Putinem. Tyle mogę zrobić. I nawet kosztem tego, że nie wystartuję na mistrzostwach Polski, dopilnuję, żeby dzieci na naszych zajęciach były uśmiechnięte.

Zaczęło się od rozmowy

Oprócz zajęć sportowych w Centrum Aktywności Społecznej odbywają się animacje dla dzieci, warsztaty plastyczne czy muzyczne. Te ostatnie prowadzą nauczyciel Artur Niemiec i Alina Czaplińska, Ukrainka, która mieszka w Nowej Soli. Wywiad z nią opublikowaliśmy tydzień temu.

– Rozmawiałam z Pauliną Grzesiowską-Nowak z PCK o tym, co jest potrzebne uchodźcom. Też o ich trudnej sytuacji emocjonalnej. To, co się dzieje na Ukrainie, jest niepojęte. I rzuciłam hasło, że takie zajęcia byłyby ważne. A Paulina odpowiedziała: no to rób! – uśmiecha się społeczniczka Małgorzata Pitrowska-Osuch mówiąc o początkach zajęć dla ukraińskich dzieci. – Wiedziałam, że potrzebuję wsparcia, tym bardziej że pracuję po południu. Opiekę formalną dostaliśmy właśnie z PCK.

Po jej wpisie na Facebooku ludzie sami zgłaszali chęć pomocy. Szybko znalazło się też miejsce – z pomocną dłonią wyszli urzędnicy, którzy udostępnili CAS. Pomagają też ukraińscy uczniowie z „Ogólniaka” i „jedynki” – są tłumaczami.

Wojna wybuchła w czwartek 24 lutego, a już trzy dni później, w niedzielę, praktycznie wszystko było dopięte.

– Po prostu chcemy pomagać dzieciom. Sztuka i sport zawsze miały działanie terapeutyczne. Nikogo nie pytamy, jak długo jest w Polsce czy gdzie mieszka – podkreśla Pitrowska-Osuch. – Tłumacze i wolontariusze, którzy zgłosili się do prowadzenia zajęć, są wspaniali. Na pierwszych było około 30 dzieci.

Bezpieczna przestrzeń

– Takie zajęcia są ważne, bo choć na moment odwracają uwagę dzieci od sytuacji w ich kraju – przyznaje psycholożka Bogumiła Jastrzębska ze Środowiskowego Domu Samopomocy w Nowej Soli. – Po drugie – dają im bezpieczną przestrzeń do tego, by mogły pobyć ze swoimi rodakami. Żeby mogły swobodnie posługiwać się swoim językiem. Wtedy jest im raźniej. Mogą tworzyć społeczność, a ukraiński naród lubi funkcjonować w kolektywie, wspierać się. Serce rośnie, jak się patrzy na te zajęcia.

Jastrzębska podkreśla rolę młodych wolontariuszy z Ukrainy. – Też mogą czuć się zagubieni podczas tego konfliktu, a tutaj odnaleźli sobie świetne pole do działania – zwraca uwagę psycholożka. – W ten sposób radzą sobie z poczuciem bezradności. Im też dużo dają te zajęcia. Wychodzą z nich uskrzydleni i chętnie na nie wracają.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content