Zmarł ksiądz Józef Kocoł

W niedzielę o 21.40 zmarł ks. Józef Kocoł, proboszcz od 1984 r. i budowniczy kościoła pw. św. Józefa Rzemieślnika, kapelan powiatowej policji, dekanalny duszpasterz służby zdrowia, dziekan od 1989 r. – najdłużej w diecezji pełniący tę funkcję. – Straciliśmy wielkiego kapłana i człowieka – wspominają ks. Kocoła jego przyjaciele, współpracownicy i współbracia w kapłaństwie

W niedzielę przed godziną 22.00 rozbrzmiały dzwony na wieży kościelnej w parafii Józefa Rzemieślnika. Oznajmiły, że zmarł pierwszy i jedyny jak do tej pory proboszcz tej parafii – ks. kanonik Józef Kocoł.

– Do samego końca pytał o parafię, nawet kiedy przebywał w szpitalu. Wyganiał nas od siebie mówiąc: idźcie, zajmijcie się duszpasterstwem. Nawet w niedzielę przed śmiercią mówił do nas, żebyśmy już szli do parafii, której był całkowicie oddany. Tak naprawdę nic dla siebie nie miał, żył bardzo skromnie. Widzimy, jak jest u niego w mieszkaniu. Wszystko, czym żył, to była parafia – mówi ks. Tomasz Duszczak, jeden z najbliższych współpracowników ks. Kocoła.

Ksiądz proboszcz od kilku lat walczył z ciężką chorobą. – Nigdy nie narzekał na to, że jest chory, że źle się czuje, że nie może pracować. Zmagał się z cierpieniem, ale najgorsze dla niego było to, że nie mógł normalnie pracować – wtrąca ks. Duszczak.

Kiedy wydawało się, że problemy zdrowotne są zażegnane, w  październiku okazało się, że ks. Kocoł ma raka płuc. – Do tego czasu jeździł na Jasną Górę, żeby modlić się i dziękować Matce Boskiej. Było kilka takich incydentów, że wsiadał w samochód rano, jechał modlić się za siebie i za parafię. I wieczorem wracał. Każdego dnia, przez prawie 30 lat towarzyszył cierpiącym i umierającym w szpitalu. Stykał się ciągle z cierpieniem. Osobiście myślę, że dał piękną lekcję umierania nam, którzy byliśmy obok niego. Do końca świadomy tego, co się działo, skupiony na modlitwie – wikariusz opisuje ostatnie chwile z życia ks. Kocoła, prałata, kanonika, kapelana powiatowej policji, straży pożarnej i straży miejskiej, dekanalnego duszpasterza służby zdrowia, dziekana od 1989 r. – najdłużej w diecezji pełniącego tę funkcję. – Był obdarzony wielkim zaufaniem księży z dekanatu, skoro przez tyle lat był dziekanem, bo to wszyscy księża z dziekanatu wybierają dziekana. Nie jest to nominacja biskupia – dodaje ks. Tomasz.

Śmierć ks. proboszcza to wielka strata dla całej diecezji. – Odszedł kapłan, który przed laty, jako młody ksiądz, wielkodusznie zdecydował się opuścić swoją małą ojczyznę i przeniósł się na Ziemię Lubuską, aby wspomóc nasz lokalny Kościół borykający się wówczas z brakiem duchowieństwa. Przez prawie 40 lat był związany z Nową Solą i wpisał się na trwałe w najnowszą historię tego miasta dzięki długoletniemu kierowaniu wspólnotą parafialną pw. św. Józefa Rzemieślnika, a zwłaszcza poprzez dzieło budowy kościoła i budynku plebanii – mówi ks. Andrzej Sapieha, rzecznik prasowy kurii diecezjalnej w Zielonej Górze. – Jego gorliwość i dokonania były docenione przez przełożonych kościelnych, o czym świadczą nadane mu wyróżnienia: włączenie do grona kanoników gremialnych Zielonogórskiej Kapituły Kolegiackiej (8 kwietnia 1993 r.) oraz tytuł kapelana honorowego Jego Świątobliwości nadany przez papieża Benedykta XVI (20 marca 2010 r.) – dodaje ks. Sapieha.

„Będzie nam ciebie, księże Józefie, bardzo brakowało”

Ks. Józef Kocoł urodził się 10 stycznia 1946 r. w Zaczerniu-Brzozówce. Po maturze wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie. 31 maja 1970 r. otrzymał święcenia kapłańskie i rozpoczął pracę duszpasterską w diecezji tarnowskiej. Czynił posługę jako wikariusz w Gromniku i Sękowej. W 1974 r., w odpowiedzi na apel ówczesnego biskupa gorzowskiego Wilhelma Pluty, przeszedł do pracy duszpasterskiej w borykającej się z brakiem dostatecznej liczby księży diecezji gorzowskiej.

Pełnił funkcję wikariusza w Świdnicy, Rzepinie (od 1977 r.) i Nowej Soli (od 1981 r.). Już jako wikariusz parafii pw. św. Michała Archanioła w Nowej Soli otrzymał zadanie podjęcia przygotowań do utworzenia nowego ośrodka duszpasterskiego w tym mieście. 17 grudnia 1984 r. bp Wilhelm Pluta erygował w Nowej Soli parafię pw. św. Józefa Rzemieślnika i powierzył ks. Józefowi Kocołowi kierowanie tą wspólnotą.

Zasługą ks. Kocoła było utworzenie struktur duszpasterskich oraz wybudowanie dla nowej parafii kościoła i plebanii.

Ks. Józef poza obowiązkami proboszcza pełnił również funkcję wicedziekana Dekanatu Kożuchów (w latach 1987-1989) oraz dziekana Dekanatu Nowa Sól (od 1989 r.). Był także kapelanem Komendy Powiatowej Policji w Nowej Soli (od 2004 r.) i kapelanem nowosolskiego szpitala od momentu powstania placówki.
Dyrektor Bożena Osińska wspomina go jako orędownika szpitala. – Zawsze w trudnych chwilach wsparł, interesował się nie tylko tą kwestią czysto religijną, kapelańską, tymi czynnościami, które wykonywał dzień i noc w szpitalu, ale też tym, jak nasza sytuacja wygląda w tych trudnych czasach na przełomie lat 90. i 2000 roku, kiedy szpital się przekształcał. Był silnym wsparciem i oparciem mentalnym, moralnym. Wykonywaliśmy różne trudne czynności i nie zawsze akceptowalne społecznie, a on z dużą wiarą w to, co czynimy, z dobrym słowem, zawsze błogosławił te nasze działania z takim bardzo profesjonalnym postrzeganiem spraw. Bo zdawał sobie sprawę, że w ochronie zdrowia działa też ekonomia. Przyglądał się tej ekonomii, dyskutowaliśmy na te tematy i zawsze, kiedy był trudny czas, intensywniej nas odwiedzał. Nie omijał. Jak przechodził koło naszego sekretariatu, to zawsze zajrzał, zapytał, czy wszystko dobrze, jak się mamy my i szpital. Patrzył z wielką troską na szpital, nie tylko jako na miejsce leczenia, ale i pracy dla kilkuset osób. Będzie nam go bardzo brakowało – mówi szefowa nowosolskiej lecznicy.

Odejście ks. Kocoła to także wielka strata dla całego miasta. – Ksiądz proboszcz Józef Kocoł był dla Nowej Soli – i osobiście dla mnie – postacią wyjątkową, wybitną. Służył Bogu, Nowej Soli i jej mieszkańcom, którym poświęcił większość swojego życia. Osobiście zawsze traktowałam księdza Józefa jak przyjaciela – mówi prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz, który z ks. Kocołem współpracował bardzo blisko przez ostatnie 15 lat. – Nie było dla nas trudnych tematów. Potrafiliśmy rozmawiać o wszystkim, zawsze znajdując płaszczyznę porozumienia – i w sprawach duchowych, i związanych z parafią i miastem. Wzajemnie często się wspieraliśmy. Kościół, szkoła i wspólnota parafialna były całym jego życiem. Będzie nam ciebie, księże Józefie, bardzo brakowało. Spoczywaj w pokoju – mówi bardzo emocjonalnie prezydent.

Wymagał od siebie i od ludzi

Ks. Michał Gławdel, wikariusz parafii pw. św. Hieronima w Bytomiu Odrzańskim, w niedzielę wieczorem umieścił bardzo osobisty wpis na Facebooku: „Gdy ktoś, kto mi jest światełkiem, gaśnie nagle w biały dzień” – taki był. Niepokonany, mój pierwszy proboszcz na kapłańskiej drodze życia – ks. prałat Józef Kocoł”.
– Ksiądz kanonik był wymagający, tego się nie da ukryć. Jak zacząłem posługę duszpasterską jako młody ksiądz, zdarzało się, że mieliśmy pewne różnice zdań, ale zawsze to ks. Kocoł przed 21.00 pukał do drzwi i mówił, że nie ma co tego przenosić na dzień kolejny, że trzeba się pogodzić jeszcze tego samego dnia. To on, ks. kanonik, zawsze przychodził pierwszy – mówi ks. Michał i podkreśla, jak większość naszych rozmówców, że kapłan, którego żegnamy, był człowiekiem niezwykle zatroskanym o duszpasterstwo. – Jeszcze w niedzielę, kiedy rozmawialiśmy w szpitalu, pytał, co słychać w naszej bytomskiej parafii. To był ksiądz, duszpasterz, który potrafił zbudować nie tylko kościół z cegły, ale także kościół duchowy.

W podobnym tonie wypowiada się ks. Józef Adamczak, który przyznaje, że ks. proboszcz był człowiekiem wymagającym, nie tylko od siebie, ale także od innych. – Wbrew pierwszemu wrażeniu, bo mówiono o nim, że był nerwowy, co wynikało z wielkiego zapracowania, był naprawdę dobrym, niezwykle uczynnym i zatroskanym o los drugiego człowieka kapłanem, bardzo pomocnym. O wielu jego inicjatywach, w których niósł pomoc, szersze grono nawet nie wiedziało, bo robił to często po cichu, bez rozgłosu – podkreśla ksiądz senior z parafii pw. św. Józefa.

„Budowniczy wiecznie w biegu”

Przez wiele lat ks. Józef był także kapelanem nowosolskiej rady miasta. Jej przewodniczący Piotr Szyszko nie ma najmniejszych wątpliwości, że ks. Kocoł jako kapelan rady rozumiał sprawy samorządu. – Interesował się tym, co dzieje się w mieście, wspierał opinią w wielu kwestiach, a kiedy było trzeba, nawet wprost pomagał w różnych sprawach, nazwijmy to, kanałami kościelnymi. Na pewno mieliśmy w nim jako radni wielkie oparcie i tę lukę trudno będzie wypełnić – przyznaje przewodniczący Szyszko, który z byłym kapelanem rady miasta znał się blisko 40 lat. – Jako młody kapłan, wikariusz w parafii pw. św. Michała Archanioła, przygotowywał mnie do pierwszej komunii świętej. Pamiętam, że mówił nam wtedy, że prawdopodobnie odejdzie do innej parafii. Ostatecznie oddelegowano go do utworzenia nowej parafii i budowy kościoła na Zatorzu, co było bez wątpienia jego dziełem życia – zaznacza P. Szyszko.
Przypomnijmy, budowa kościoła parafialnego ruszyła w 1986 roku, a jej początki nie były łatwe.

– Brakowało stali, cementu, a wtedy, w połowie lat 80., potrzebowaliśmy tego najwięcej. Szły całe tony żelaza, aż trudno byłoby policzyć, ile dziesiątek, a może i setek ton poszło w fundamenty i w ściany kościoła, które były zbrojone stalą i zalewane keramzytobetonem. Na szczęście zawsze znalazło się trochę życzliwości ludzkiej. Nawet ci, którzy mieli legitymacje partyjne, też pomagali mówiąc: „Przecież ksiądz tego nie robi dla siebie, tylko dla ludzi”. Nie było przestoju w budowie ze względu na brak materiału. Oczywiście wszystko było załatwiane legalnie, na faktury, za pozwoleniem władz wojewódzkich. I tak się to ciągnęło, codziennie na budowę przychodziło od kilkunastu do nawet 40 chłopa – opowiadał na naszych łamach w 2014 roku ks. Kocoł.

Nie krył, że w tym wszystkim było trochę szaleństwa. – Tak, lubiłem trochę szaleć, wszystko trzeba było gdzieś wychodzić, wyjeździć, nic nie spadało samo. Wiaderka do pracy na budowie kupiłem koło Olsztyna, bo u nas nie było. A tam akurat spotkałem. W małym sklepie na skraju miasta poprosiłem o 10 ocynkowanych wiaderek. „Po co to panu?” – zapytał sprzedawca. „Potrzebuję na budowę kościoła” – wspominał na łamach „TK” budowniczy w sutannie, który, jak podkreśla P. Szyszko, budował nie tylko kościół, ale także kształtował młode charaktery.

– Przez ok. 10 lat byłem ministrantem i pamiętam, że ksiądz Józef uczył nas, młodych ludzi służących przy ołtarzu, pewnych zasad z wielką konsekwencją, a nawet czasem surowością, bo zależało mu na kształtowaniu młodych ludzi. To, jakim dziś jestem człowiekiem, na pewno zawdzięczam także jego wskazówkom i podpowiedziom z czasów ministranckich – mówi P. Szyszko, który ks. Kocoła zapamięta z takiego oto obrazku z dzieciństwa: – Ks. Józef wybiega z kościoła i biegnie do samochodu. Był wiecznie w biegu, wiecznie jeżdżący za sprawami parafii i wiernych. Swego czasu mówiło się o nim, że rano odprawił mszę, potem jechał na Śląsk w poszukiwaniu materiałów na budowę i jeszcze potrafił wrócić na wieczorną mszę – opowiada przewodniczący nowosolskiej rady.
Ostatnie dzieło

Ks. Józef Adamczak nie ma wątpliwości, że jego imiennik na pewno zostanie zapamiętany jako proboszcz, który przy parafii jako nieliczny w diecezji utworzył orkiestrę i powołał do istnienia szkołę katolicką.

– Kiedy rodzice i nauczyciele szukali miejsca, gdzie szkoła, która została zlikwidowana przez poprzedniego właściciela, mogłaby dalej istnieć, na horyzoncie pojawił się budynek przy parafii św. Józefa. Ksiądz proboszcz myślał w tym czasie, co zrobić z tym budynkiem. I wtedy bardzo energicznie zadziałał, żeby szkoła ruszyła w nowym miejscu – wspomina Dariusz Kiraga, dyrektor Zespołu Szkół Katolickich im. św. Urszuli Ledóchowskiej w Nowej Soli.

Podkreśla, że początki wcale nie należały do łatwych. – Ostatniego dnia przed rozpoczęciem roku szkolnego szkoła zyskała wpis do rejestru i ruszyła. W każdym roku uczniów jest więcej. Będzie nam brakowało księdza proboszcza. Ważne jest to, że był otwarty, odpowiedział na zapotrzebowanie. Myślał jeszcze o tym, żeby przy szkole powstała sala sportowa, ale co z tego będzie, to zobaczymy. Szkoła działa, jest jego dziełem. Mimo tego, że się obawiał, podjął ryzyko. Był też motorem napędowym tego, żeby tę szkołę rozbudować. Dziś ta jest jego wyraźnym pomnikiem. On lubił budować, realizował się w tym. Rozbudowa budynku to jego ostatnie dzieło i zawsze będziemy pamiętać, że to dzięki niemu się dokonało – podkreśla D. Kiraga.

Podobnie było z orkiestrą działającą przy parafii. – W 2002 r. Janusz Gabryelski, który przechodził na emeryturę, zapytał księdza proboszcza, czy może stworzyć parafialną orkiestrę – wspomina Hubert Gajewski, dyrygent orkiestry parafialnej Fermata Band, dawny organista kościelny. – Udostępnił nam na początku salkę na tyłach domu sióstr bezhabitowych. Tam byliśmy przez rok i ksiądz Józef myślał, co by z nami zrobić, bo widział, że orkiestra się rozrasta. Dostaliśmy salkę w domu parafialnym, w dawnej kotłowni. Ćwiczymy tam do dziś od 15 lat. Nigdy nie musieliśmy się o nic martwić. Zawsze przychodził, patrzył, jak nam idzie, doglądał. Po każdej uroczystości dawał każdemu członkowi orkiestry czekoladę. Zawsze też pisał scenariusze. Decydował o tym, co ma zagrać orkiestra, jakie utwory ma odśpiewać chór – opowiada H. Gajewski.

Dodaje, że dzięki proboszczowi, który mu zaufał i wrzucił go na głęboką wodę, został organistą. – On nigdy nie potrafił usiedzieć na miejscu, zawsze coś musiało się dziać. To postać, której Nowa Sól nigdy nie zapomni. Był nie tylko księdzem, ale i działaczem, osobą, która miała częściowy wpływ na to, jak miasto, a szczególnie Zatorze, dziś wygląda. Znali go wszyscy, nie tylko jego parafianie, ale całe miasto. Był charakterystyczny, wyrazisty. Nowa Sól będzie inna bez niego – podkreśla H. Gajewski.

Mariusz Pojnar

Anna Karasiewicz

Anna Karasiewicz

Tel. 513 008 555 at a.karasiewicz@tygodnikkrag.pl
Publicystyka
Anna Karasiewicz

Latest posts by Anna Karasiewicz (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Anna Karasiewicz

Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *