Tego sportu nie znasz na pewno! [ROZMOWA]

To jest taka dyscyplina, że później nie czujesz nóg, ręce od piłki masz spuchnięte albo w siniakach, brakuje ci już siły, ale gdy kończy się set, wszystkie z uśmiechami krzyczymy „gramy jeszcze jeden!” mówi o fistballu Marika Chilicka z Siedliska

Mateusz Pojnar: Przez lata grałaś w Aresie w siatkówkę. Skąd wziął się pomysł na fistball?

Marika Chilicka: Wszystko zaczęło się od The World Games 2017 we Wrocławiu. Lubię oglądać różne dyscypliny, wydarzenia, gdzie są sportowe emocje. Dodatkowo mogę poznać coś nowego – to jest właśnie dla mnie.

Fistball wywarł na mnie ogromne wrażenie. To, co zawodnicy wyprawiali na boisku… Czasami wstawałam i oglądałam z otwartą buzią z niedowierzenia! Być może spodobał mi się ten sport, bo jest podobny do siatkówki. Po meczach rozmawiałam ze znajomymi, że musimy kiedyś spróbować zagrać w fistball. Komentowaliśmy, że to musi być dobra zabawa, ale skończyło się wtedy na rozmowach.

Po kilku miesiącach dostałam mejla od koleżanki, że jest otwarty trening fistballu i jeśli ktoś jest chętny, to zaprasza. Złożyło się wtedy tak, że w dzień otwartego treningu byłam na nartach i nie mogłam przyjechać, ale odpisałam, że jeśli znów będzie coś takiego, to jestem chętna. Myślałam, że to będzie jakoś za pół roku, a koleżanka mi pisze, że jak mam czas, to możemy się spotkać, opowie mi coś o tym sporcie i pokaże, jak w to się gra.

Odbijałyśmy może niecałe pół godziny, bo na początku jest bardzo trudno – piłka jest ciężka, twarda, a ja przez ten czas i długo po tym odbijaniu miałam uśmiech na twarzy. Po tym stwierdziłam, że to coś nowego, co sprawia mi radość i chciałabym kontynuować przygodę z fistballem.

Dziewczyny zaprosiły mnie na zgrupowanie kadry, odbyło się kilka tygodni później. Trening zrobiła nam dziewczyna, która mieszka w Austrii, jest Polką i trenuje fistball 11 lat. W Austrii to bardzo popularne. Na treningach jeszcze bardziej mi się spodobało. Zobaczyłam, na czym dokładnie fistball polega.

Po miesiącu miałyśmy kolejne zgrupowanie we Wrocławiu, prowadził je były reprezentant Polski w siatkówce – Robert Szczerbaniuk, prezes i założyciel Polskiego Stowarzyszenia Fistballu. Po kolejnym miesiącu pojechałyśmy na obóz kadry do Austrii, tam miałyśmy treningi z Karlem Rickiem – do 2011 grał w reprezentacji Austrii, teraz jest trenerem kadry Polski w fistballu mężczyzn.

Na czym właściwie polega ten sport?

To jeden z najstarszych sportów drużynowych, wywodzi się ze starożytnego Rzymu.

Gramy na zewnątrz (można też w hali) na trawie, długość boiska to 50 m, szerokość 20. U kobiet siatka wisi na wysokości dokładnie 1,90 m. Do gry używa się skórzanej piłki o wadze do 380 gr i obwodzie nie większym niż 68 cm. Napełniona jest powietrzem pod ciśnieniem do 0,75 bara. Drużyna liczy pięć osób. Gramy do 11 punktów, na dwa punkty przewagi, ale 15. punkt jest zawsze kończący. Od ligi zależy do ilu wygranych setów trwa mecz, ale zazwyczaj do trzech.

Fistball, żeby łatwo go sobie zwizualizować, jest takim połączeniem siatkówki i tenisa ziemnego. Odbijamy jedną ręką, pięść musi być zaciśnięta. Tak jak w siatkówce mamy maks trzy odbicia. Przed każdym z nich piłka może raz dotknąć podłoża, ale kiedy przechodzi przez siatkę, ostatni kontakt z nią musi mieć nasza ręka, czyli jak odbijemy i piłka odbiję się od ziemi i przejdzie przez siatkę, to jest błąd. Piłka ani zawodnik nie może dotknąć siatki, ale zawodnik może przebiegać pod siatką, co w siatkówce jest niedozwolone. Zagrywamy z trzeciego metra, również zaciśniętą dłonią.

Kolejną różnicą miedzy siatkówką a fistballem, którą najtrudniej było mi zapamiętać, jest to, że gdy przegrywamy punkt, wtedy zagrywamy. Jest jeszcze zasada, że zawodnik może tylko raz odbić piłkę w jednej akcji. Np. jak obronię, to już nie mogę zaatakować. Nie ma rotacji zawodników, tak jak jest w siatkówce i zazwyczaj tylko jedna osoba z teamu wykonuje zagrywkę. Gdy atakujemy, nie wybijamy się z dwóch nóg w górę, jak w siatkówce, ale z jednej nogi i w dal.

Rzeczywiście fistball jest podobny do siatkówki i dużo ludzi mówi: ty grałaś w siatkę, tobie jest łatwiej. To część prawdy, ale jest też mnóstwo małych różnic, które powodują, że gra wygląda całkiem inaczej. I np. mnie, dziewczynie, która trenuje ponad 12 lat siatkówkę, trudno jest się przestawić w niektórych kwestiach.

Fistball pewnie uprawia niewiele osób na świecie?

Istnieje na każdym kontynencie, tylko nie jest bardzo znany. Słyszałam, że gdy wybierali dyscypliny na Igrzyska Olimpijskie, wybierali między siatkówką a fistballem. Wybrali siatkówkę, może dlatego fistball ucierpiał na popularności?

Wszyscy staramy się rozwinąć ten sport na świecie, żeby w przyszłości był na igrzyskach. Jest popularny w Niemczech, Austrii czy Szwajcarii. Gdy byłyśmy na zgrupowaniu w Austrii, obok naszego boiska trenowały dzieci z podstawówki.

Co takiego jest w tym fistballu, że go wybrałaś?

Sprawia dużo radości. Podoba mi się, że w fistball może grać każdy – niski, wysoki, chudy, gruby. To coś nowego u nas. Możliwość tworzenia historii fistballu w Polsce i jego promocji jest niesamowita.

W drużynie jest różnica wieku, jesteśmy na różnych etapach w życiu, bo są i studentki, i mamy, a i tak się super dogadujemy. To jest taki sport, że później nie czujesz nóg, ręce od piłki masz spuchnięte albo w siniakach, brakuje ci już siły, ale gdy kończy się set, wszystkie z uśmiechami krzyczymy „gramy jeszcze jeden!”.

Reprezentowanie kraju to duże wyróżnienie.

Na zgrupowaniu dziewczyny powiedziały mi, że są Mistrzostwa Świata i szukają ekipy. Zapytały, co robię w lipcu i czy chciałabym do nich dołączyć. Bez większego namysłu od razu powiedziałam, że jestem chętna i tak znalazłam się w kadrze. W życiu nie powiedziałabym, że to się aż tak potoczy.

Jak będą wyglądały Mistrzostwa Świata?

Odbędą się 24-28 lipca w Linz. Są dwie grupy po siedem zespołów. Dla Polski to historyczna impreza, bo pierwszy raz na MŚ wystąpi nasza reprezentacja kobiet. W ogóle jesteśmy pierwszą polską kadrą fistballu, co sprawia, że jestem jeszcze bardziej z nas dumna. Trafiłyśmy na mocniejszą grupę, m.in. na Niemki – kilkukrotne Mistrzynie Świata, ale to nas jeszcze bardziej motywuje. W naszej grupie jest Serbia, która, tak jak my, jest na MŚ pierwszy raz. Nie ukrywam, że to właśnie na mecz z nimi najbardziej się szykujemy.

Szukacie pieniędzy na wyjazd. Jak można wam pomóc?

Organizujemy zbiórkę na zrzutka.pl, pomagają nam rodzice, znajomi, przyjaciele. Znalazło się kilku sponsorów, ale to nadal kropla w morzu potrzeb.

Najczęściej zgrupowania są we Wrocławiu, bo pozostało boisko do fistballu z The World Games. Nie wszystkie dziewczyny są stąd. Podróż, nocleg – wszystko płacimy z własnej kieszeni. Przez większość przygotowań finansujemy się same. Ostatnio usłyszałam stwierdzenie, rozbawiło mnie, że jesteśmy prywatną reprezentacją Polski. Naprawdę potrzebujemy pomocy finansowej, dlatego wszystkich chętnych zapraszam do kontaktu na stronie internetowej Polskiego Stowarzyszenia Fistballu lub na naszym fanpejdżu na FB. Będziemy bardzo wdzięczne.

WIĘCEJ PRZECZYTASZ W E-WYDANIU „TYGODNIKA KRĄG” TUTAJ

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *