Szukam, grzebię, łażę trasami marszów [NAD KUBKIEM HERBATY]

Najbardziej historii lubię doświadczać w soboty, niedziele wcześnie rano. Odkąd pamiętam, od jakichś ponad 20 lat mam takie „niespane nocki”, że zasiedzę się dłużej, bo coś czytam albo piszę, czegoś szukam w internetach, a potem stwierdzam patrząc na zegarek, że w sumie to nie ma sensu się kłaść. I wychodzę się przechadzać, kiedy ulice są puste, a najlepiej jeszcze jak jest mgła, która kompletnie wszystko odrealnia. Właśnie – przechadzać, bez konkretnego celu, człapać, oglądać sobie miasto, zdjęcia robić – mówi Marek Grzelka, który chciałby w pobliżu „Nitek” postawić niewielki barak, namacalny znak tragicznej historii…

Na „Nitki” chadzam dość często, od strony torów, Kaczej Górki, ostatnio byłem tu 8 lutego, wracałem z pracy, mgła była, musiałem przyjść, raz jeszcze w tym konkretnym miejscu swoją wiedzę przełożyć na przestrzeń. Jednym okiem zerkać w zdjęcia i mapy, które mam w telefonie, drugim okiem nakładać je na ten teren. Zastanawiać się, który barak gdzie stał, umiejscawiać nieistniejące już budynki i wydarzenia we wciąż istniejącej realnie przestrzeni. Opowiadać samemu sobie zmyśloną historię, wyobrażać. Z kawką z shella, czasem nie tylko z kawką, z obowiązkowym papierosem, siadać na torze. Zawsze kupuję tu w sklepie na osiedlu jakiś malutki choć znicz albo wkład, gdzieś go sobie stawiam na dawnym słupie od płotu albo w liściach, jakoś tak wydaje mi się, że wypada, dla pamięci, prosty gest.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

Marta Brych-Jackiewicz

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content