Alan Raczkowiak: Ten sezon zostanie w pamięci na zawsze [ROZMOWA]

Trener Trójki o kampanii, która przed chwilą się zakończyła: – Myślę, że nasze trzecie miejsce to duże zaskoczenie dla ludzi, którzy w tę drużynę nie wierzyli. Bo przed sezonem dochodziły nas słuchy, że niektórzy już nas ustawiają na miejscach spadkowych

Mateusz Pojnar: Rok temu mówiłeś mi: „Na pewno po końcu epidemii koronawirusa zamierzam zwiedzić miasto”. Polubiłeś Nową Sól i jej atmosferę?

Alan Raczkowiak: Polubiłem miasto, a przede wszystkim atmosferę w naszym klubie i ludzi. Lubię ten dystans do siebie, poczucie humoru i zaangażowanie dla dobra ogółu.

Dla ciebie to był szczególny rok – pierwszy raz prowadziłeś seniorską drużynę.

Bez wątpienia był szczególny i zostanie w pamięci na zawsze. Odpowiedział mi na wiele pytań i pokazał, „z czym to się je”. Pokazał też to, że praca daje satysfakcję i radość. Poświęcam na Trójkę bardzo dużo czasu, nerwów i zaangażowania – robię to z pasji. I myślę, że jestem w odpowiednim miejscu.

Bardzo doceniam to, że dostałem szansę w tak młodym wieku.

Jak oceniasz ten sezon? Bo na pewno był lepszy, niż przypuszczałeś.

Gdybym miał zacząć szczegółowo omawiać naszą grę, zajęłoby to kilka stron w gazecie [uśmiech]. Dlatego postaram się skupić w skrócie na osiągniętym miejscu w tabeli.

Oceniam ten sezon bardzo dobrze. Cel – pierwsza szóstka – został zrealizowany. Jeżeli chodzi o miejsce w tabeli, zrobiliśmy maksimum, o czym świadczy to, jak daleko przed nami jest Kościan i Świebodzin.

Do pełni szczęścia brakowało nam właśnie choć jednej wygranej z faworyzowanym wiceliderem lub liderem. W meczach z Kościanem dwukrotnie byliśmy blisko, a ze Świebodzinem w hali przy Botanicznej graliśmy jak równy z równym, co na pewno pozwala pozytywnie patrzeć w przyszłość.

Pozytywne jest też to, że nie pogubiliśmy punktów z niżej notowanymi zespołami, tylko byliśmy skoncentrowani i cały czas robiliśmy swoje. To nam dało ostatecznie trzecie miejsce i o nim decydował każdy jeden punkt.

Myślę, że nasze trzecie miejsce to duże zaskoczenie dla ludzi, którzy w tę drużynę nie wierzyli. Bo przed sezonem dochodziły nas słuchy, że niektórzy już nas ustawiają na miejscach spadkowych.

Cieszymy się z tego roku wspólnej pracy i pudła, ale uwierz mi na słowo: twardo stąpamy po ziemi i analizujemy naszą grę, by się rozwijać i doskonalić.

Chcemy naszą grą cały czas sprawiać radość kibicom, rodzinom i sobie samym. A przede wszystkim, by śp. trener Bronisław Maly był z nas dumny tam na górze.

Czasami wydawało mi się, że w niektórych meczach rzeczywiście ktoś stamtąd wam pomaga. Zawodnicy zaskoczyli cię, że jako drużyna potrafią wspiąć się na taki poziom?

Tylko trochę [uśmiech]. Nie ukrywam, że od samego początku, gdy oglądałem mecze z poprzedniego sezonu, widziałem w tej drużynie duży potencjał i wierzyłem w nią. Bardziej nie wiedziałem, czego się spodziewać po samej II lidze, bo dawno mnie tu nie było.

Które momenty z tego sezonu będziesz wspominał najmilej?

Trudno stwierdzić, bo cały sezon był miły. Nie mam takiego konkretnego wydarzenia, które byłoby na pierwszym miejscu. Na pewno miło patrzy się na końcową tabelę i na filmik, na którym chłopaki cieszą się na domówce ze zdobycia trzeciego miejsca. Po tym, jak Świdnica nie rzuciła tego karnego.

A jak współpracuje ci się z zarządem?

Rewelacyjnie. Każde pomysły czy „zachcianki” są brane pod uwagę i przeważnie realizowane, a wiadomo, że na wszystko potrzeba pieniędzy.

Zarząd robi wszystko, żebyśmy razem z zespołem mieli jak najlepsze warunki do pracy i rozwoju. Pani prezes Edyta Dąbrowska jest jak dobra matka, która chce dla nas jak najlepiej. Przy tym jest bardzo zaangażowana i chyba robi robotę za pięciu [śmiech]. Jestem tutaj pierwszy rok, ale rozmawiam ze swoimi zawodnikami i mówią otwarcie: organizacyjnie nigdy nie było w tym klubie tak dobrze jak teraz.

Otwiera wam się najpewniej furtka do I ligi, czekamy jeszcze na finalne decyzje związku. Co jako trener o tym myślisz? Nie za wcześnie?

Czekamy na ostateczny komunikat ZPRP. Myślę, że skoro nadarzyła się taka okazja, to trzeba z niej skorzystać. Najważniejszy był głos zarządu, czy podoła, bo nie oszukujmy się – chcieć a móc to jest różnica. Dla większości zawodników gra w I lidze to spełnienie marzenia. Te chłopaki na to zasługują, bo byli w tym sezonie zaangażowani w treningi, mieli charakter.

Czy za wcześnie? Pewnie wiele osób tak powie, ale uważam, że skoro Kościan czy Świebodzin może, to czemu nie my, skoro tak niewiele nam do nich brakuje? Naprawdę wierzę w nasz zespół i mówię z pełną świadomością: jestem pewien, że mocno powalczymy o utrzymanie w I lidze, jak będziemy mieli taką okazję.

Awans też dla ciebie pewnie byłby spełnieniem jednego z marzeń?

Może „marzenie” to za dużo powiedziane, ale to byłoby coś niebywałego, bo na pewno nikt się nie spodziewał awansu – jeżeli ostatecznie będzie – w pierwszym roku współpracy. Na pewno chciałem tego w kolejnych sezonach, ale wyszło bardzo szybko [uśmiech].

Ostatnio ogłosiliście dwa transfery. Planujesz kolejne czy dalej skład to ma być prawie „sto procent Soli w Soli”? A może ktoś odejdzie?

Zacznijmy od tego, kto do nas trafił. Pierwszy transfer to Norbert Buda, który na pewno wzmocni nasz rzut z drugiej linii i środek obrony. To zawodnik o dużym potencjale, ale teraz moja w tym głowa, żeby go z niego wycisnąć.

Drugi transfer to Artur Dymkowski. Dla nas leworęczny prawoskrzydłowy to zbawienie. O Artura starały się też inne kluby, ale wybrał nas. Jesteśmy szczęśliwi, że do nas dołączył, bo wszyscy, którzy interesowali się naszymi meczami, wiedzą, jak ta lewa ręka jest nam potrzebna. Trzeba też pamiętać, że po kontuzji wróci do nas Kamil Stokowski.

A w sierpniu będą już w stu procentach gotowi mentalnie do gry po urazach Patryk Bortnowski i Kuba Florczak. To też jest dla nas ważne.

Na dziś nikt więcej nie przychodzi, ale pamiętajmy też o tym, że dwóch nowych zawodników przychodzi do nas na zasadach amatorskich, tak jak gra reszta chłopaków. Uważam, że te transfery to hit, pokazują, że wszyscy tu robimy fajną robotę, skoro zawodnicy chcą u nas grać.

Opieramy się na nowosolanach, ale skoro piłkarze ręczni z takim potencjałem jak Norbert i Artur chcą u na grać, to musimy z takiej szansy skorzystać, jeżeli chcemy iść do przodu. Teraz można powiedzieć, że nowe motto będzie brzmiało: „92 procent soli w Soli” [śmiech]. Jeżeli awansujemy, to będziemy w I lidze ewenementem, jeśli chodzi o liczbę wychowanków, zawodników grających na amatorskich zasadach.

Mam nadzieję, że ten awans też pomoże zarządowi, by znaleźć nawet drobnych kolejnych sponsorów doceniających nowosolskich szczypiornistów, którzy ze swojej pasji zrobili dużo dla promocji tego miasta. I nadal będą to robili.

Myślisz, że ten zespół jest w stanie wykrzesać z siebie jeszcze więcej?

Oczywiście. Cały czas wierzę w nasz rozwój. Liczę, że nasza praca i to, że traktujemy się jak rodzina, jeszcze zaprocentuje i pokażemy, na co nas stać. Uważam, że mamy jeszcze spore rezerwy. Tylko że jestem człowiekiem, któremu w kontekście sportu zawsze jest mało [uśmiech].

Pozdrawiam wszystkich kibiców i dziękuję za wsparcie przed komputerami w tym sezonie. I za każde dobre słowo dla chłopaków, bo są warci tych najlepszych.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content