Najlepsze miejsce, w jakim byli

Jakiś czas temu strażnicy miejscy Jacek Baranowski i Rafał Mrowiński zauważyli, że po dworcu kolejowym kręci się wyraźnie zagubiona trójka młodych ludzi. Szybko okazało się, że są to obywatele Ukrainy, młode małżeństwo i ich znajomy, którzy przyjechali do Polski za pracą. Wszyscy mieli zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami zostać zatrudnienie w jednej z firm działających na terenie gminy Nowe Miasteczko, jednak pracodawca nie spełnił ich oczekiwań.

– To my musieliśmy zapłacić 100 zł na „dzień dobry”, żeby w ogóle nas przyjęli, a potem nie otrzymywaliśmy wypracowanego już wynagrodzenia. Teraz nie mamy nawet za co wrócić do swojej ojczyzny – usłyszeli od nich mundurowi.
Ukraińcy mieli przy sobie telefon. Wyświetlili na nim pisaną po ukraińską stronę z informacjami od kolejnego pośrednika, który miał im załatwić pracę w jakiejś pieczarkarni. – Ja czytać cyrylicy nie potrafię, a też nie przychodziło nam do głowy, gdzie rzekoma pieczarkarnia miałaby się znajdować. Pomyślałem więc, że spróbuję im pomóc tak, jak robię to ze swoimi podopiecznymi, których przydziela się mi jako kuratorowi sądowemu, a którzy też często mają wielkie problemy ze znalezieniem pracy. Zadzwoniłem do znajomej zajmującej się pośrednictwem i udało się – opowiada J. Baranowski.

Pośrednik zorganizował całej trójce pracę w Gedii oraz nocleg w Modrzycy, a na wypadek, gdyby coś się stało, Baranowski zostawił Ukraińcom swój numer telefonu. – Po jakimś czasie jeden z nich zadzwonił z pytaniem, czy nie pomógłbym mu w zorganizowaniu roweru, bo trudno piechotą przemieszczać się z Modrzycy do pracy. Pożyczyłem mu własny, a że to był czas najmocniejszych w tym roku mrozów, to dałem mu jeszcze kilka ciepłych ubrań, które u mnie tylko zalegały w szafie: spodnie, ocieplacz, czapkę – wspomina J. Baranowski.

Udało nam się porozmawiać z jednym z obywateli Ukrainy. Bogdan Buran wspomina, że w pierwszym momencie myślał, że spotkanie z mundurowymi nie skończy się niczym przyjemnym. – Straciliśmy nadzieję, że uda nam się znaleźć pracę w Polsce i chcieliśmy wracać. Szukanie zatrudnienia w tutejszych firmach na własną rękę nic nie dało. Byliśmy już na dworcu i pojawili się strażnicy. Pomyśleliśmy, że pewnie wypiszą nam jakiś mandat, albo będą chcieli deportować, a okazało się, że to była przyjemna rozmowa z dobrymi ludźmi – mówi B. Buran. – Byliśmy w Polsce już w kilku miejscach, np. w Częstochowie, Wrocławiu czy w Bydgoszczy, ale to w Nowej Soli pierwszy raz spotkaliśmy się z tak dobrym traktowaniem. Nie zapomnimy tego. Niedługo musimy wracać na Ukrainę aby kontynuować studia, ale po nich chcielibyśmy tu wrócić – przyznaje pan Bogdan.

Informacja o zdarzeniu trafiła już w tamtym tygodniu do mediów. Pisały o tym inne gazety, reportaż nakręciła telewizja, opis sytuacji opublikowano również na profilu urzędu miasta w internecie na Facebooku. Oczywiście poza gratulacjami dla godnej pochwały postawy pod adresem mundurowych wielu internautów formułowało komentarze w stylu „szkoda, że Polakom nie pomagają” czy „a swoim to uprzykrzacie życie”.

– Po pierwsze nie uważamy, żeby stało się coś nadzwyczajnego. To dla nas normalne, na co dzień pomagamy zarówno ludziom, jak i zwierzętom, a przypadek sprawił, że akurat o tej akcji dowiedziało się więcej osób – odpowiada na krytykę J. Baranowski. – Podam przykład z ostatnich dni. Była para, która miała odpracować swoją karę za wybicie szyby przystanku autobusowego. Nie pojawili się, więc sąd zamienił pracę na 15 dni w areszcie. Na czas pobytu w areszcie pomogliśmy znaleźć miejsce dla ich kota. Gdy odwoziliśmy zwierzę, okazało się, że mieszkają w zimnym baraku i choć nie świecili obywatelską postawą, to nie mieliśmy wątpliwości, że należy im zorganizować ciepłe koce, kołdrę, poduszki i materac. Pomoc jest dla nas normalna, tyle że nie widać jej w statystykach i sami nie biegamy z każdą tego typu historią do mediów – dodaje strażnik.
Artur Lawrenc

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Artur Lawrenc

Aktualności, oświata

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content