Sztuka uzdrawia [DzieńDoBrych]

– André Breton twierdzi, że sztuka ma przemienić świat i zmienić życie. I dokładnie to staram się robić codziennie – opowiada Marcin Makaś, nauczyciel i terapeuta dzieci „pozanormatywnych”, w kolejnym odcinku cyklu „Dzień doBrych w Nowej Soli”

Przyjechał do naszego miasta, by poprowadzić zajęcia muzykoterapeutyczne dla dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Marcin Makaś to pedagog, psychoterapeuta, artysta i twórca Kreatywnej Szkoły. Pasjonat swojej pracy we wszystkich jej przejawach. Poznaję go w Centrum Aktywności Społecznej podczas warsztatów muzykoterapeutycznych, które prowadzi z dziećmi fundacji JuPi.

Marta Brych: Jak trafiłeś ze swoimi zajęciami do Nowej Soli?

Marcin Makaś: 1 marca jest Międzynarodowym Dniem Muzykoterapii. Co roku tak go świętuję, że wrzucam na Facebooka post z propozycją, by zgłaszały się do mnie różne instytucje. Spośród nich wybieram jedną, żeby zrobić dla niej warsztaty muzykoterapeutyczne za darmo. W tym roku wygrała fundacja JuPi. Dlatego tutaj jestem.

Prowadzisz szkołę artystyczno-terapeutyczną. Opowiesz o niej?

Kreatywna szkoła to jest takie miejsce, w którym w kreatywny sposób robimy rewalidację. Przez sztuki wizualne i muzykę pracujemy terapeutycznie. Terapię robimy pod rozwój, ale i wspieranie pasji i zainteresowań dzieci i młodzieży.

Obserwowałam cię w trakcie zajęć. Masz z dziećmi świetny kontakt. Podążają za tobą, akceptują reguły, są w pewien sposób plastyczne. To skupienie i zaangażowanie w zajęcia chyba nie zawsze jest normą?

Nie, zdecydowanie. Zwłaszcza jeśli w jednej grupie są dzieci na różnym poziomie funkcjonowania. Sprawienie, żeby każde z nich wyszło z zajęć z poczuciem sukcesu wymaga ode mnie sporo energii. Nie chcę przez to powiedzieć, że moja praca mnie męczy, bo tak nie jest. Po prostu wymaga zaangażowania, więc pochłania energię.

Przygotowujesz się do każdych zajęć, czy – bazując na posiadanej wiedzy – jednak trochę improwizujesz i idziesz na żywioł?

Zawsze się przygotowuję. Wybrane do zajęć instrumenty też nie są przypadkowe. Przez lata eksperymentowałem na nieprzeliczonej ich ilości. Część z nich odrzucam, gdy się nie sprawdzają. Inne sprawdzają się świetnie i są gwarancją jakiegoś sukcesu terapeutycznego, więc z nich korzystam.

Te, które usłyszałam na zajęciach, miały bardzo łagodne dźwięki. Czy to jest klucz ich doboru?

Różnie bywa i różne są potrzebne. Nie ze wszystkich dzisiaj skorzystaliśmy. Ale Kreatywna Szkoła wyposażona jest w szerokie spektrum instrumentów – od bardzo głośnych po bardzo ciche.

Zauważyłam, że na początku zajęć jedno z dzieci zakrywało uszy. Po godzinie problem zniknął, a ręce przestały służyć za zatyczki.

Dzisiaj głośność była stosunkowo duża, ale w muzykoterapii pracujemy też nad tym, żeby poszerzała się granica tolerancji na dźwięki. Nawet przy dziecku ze spektrum autyzmu można grać głośno. Trzeba tylko znaleźć metodę. Np. taką, że dziecko używa samodzielnie instrumentu i jest sprawcze. Wówczas po drugich-trzecich zajęciach znika zakrywanie uszu i gramy coraz głośniej.

Żywy instrument to bardzo skuteczne narzędzie. O wiele bardziej niż wszystkie słuchawki z elektroniką i stymulacje sztuczną muzyką puszczaną z mp3.

Jakie wykształcenie jest potrzebne do tego, by zostać muzykoterapeutą? Albo po prostu jak się takim terapeutą zostaje?

Wykształcenie jest potrzebne na pewno. Walczymy tutaj z szamanizmem i czarowaniem. Podchodzimy zupełnie naukowo. Jestem arteterapeutą, muzykoterapeutą, pedagogiem specjalnym, artystą plastykiem i psychoterapeutą dzieci i młodzieży. I do prowadzonych przeze mnie zajęć przydaje się dokładnie taka wypadkowa: wszystko to się łączy i zamyka razem w działaniu.

Czy oprócz dzieci ze specjalnymi potrzebami pracujesz także z młodzieżą w normie rozwojowej?

Owszem, ale wolę pracować z dziećmi o specjalnych potrzebach edukacyjnych i z wybitnie zdolnymi, które np. przygotowują się na uczelnie artystyczne. Dzieci „pozanormatywne” nudzą się w normalnej szkole, bo ona nie ma dla nich żadnej oferty. Odbijają się gdzieś o ramy systemu, w którym nie ma dla nich miejsca.

Słowem: chętnie pracuję ze wszystkimi dziećmi, ale najchętniej z tymi, które nie mieszczą się w systemie tzw. normalnym, czyli w takim, w którym my kończyliśmy szkołę.

Zainteresował mnie ten instrument, podobny do harmonii, użyty podczas zajęć. Jak się nazywa i co jest jego zaletą?

To shruti box, indyjski instrument. Wydaje z siebie tylko jeden przeciągły dźwięk. Dobrze się do tego śpiewa, bo nawet jeśli fałszujemy, ktoś śpiewa niżej, ktoś wyżej, to po minucie słuchania dostrajamy się do niego i cała grupa śpiewa jednym głosem.

Często dokupujesz instrumenty dla swojej szkoły?

Proces kupowania instrumentów jest zawsze procesem ciągłym i nigdy się nie kończy. To nieodzowne. Dzieci niszczą i rozkładają instrumenty na części pierwsze. Trzeba to naprawiać, a jak się nie da – kupować następne. Poza tym w miejscach, w których jestem często, muszę mieć za każdym razem nowe rzeczy, żeby się nie znudziły. Nie da się spoczywać na laurach. Trzeba się rozwijać.

Jeśli spytasz mnie, ile tych wszystkich instrumentów obecnie jest, odpowiem, że mniej więcej… nie do policzenia.

Kreatywna Szkoła ma stałą siedzibę? Gdzie was szukać?

Nasza firma istnieje od 2008 r. Od tylu też lat zajmuję się edukacją artystyczną i terapią. Szkoła potrzebowała miejsca stacjonarnego. Ludzie chcą do nas przyjeżdżać. I takie miejsce powstało w Kamiennej Górze na Dolnym Śląsku, w połowie drogi między Wałbrzychem a Jelenią Górą.

Można odwiedzać Kreatywną Szkołę? Prowadzicie tam regularne zajęcia z ludźmi czy może akcyjne, doraźne?

Szkoła jest prywatną inicjatywą. To taka wielka pracownia, przestrzeń działań, która nie wygląda ani jak szkoła, ani jak gabinet terapeutyczny. Współpracuje ze mną kilka osób, ale głównie ja ją ogarniam. Liczba użytkowników jest dynamiczna. Pracuję z dziećmi w stałych grupach: małych, dużych. Niektórzy wpadają do mnie od czasu do czasu, kiedy akurat chcą lub potrzebują.

Oprócz szkoły, która zajmuje się typowo edukacją dzieci i młodzieży, częścią mojej firmy są też Pracownie Karkonoskie, w których zajmujemy się raczej rzemiosłem artystycznym.

Organizujemy tu różne warsztaty typu: ceramika, wiklina, witraż, makrama. Poza tym prowadzimy kursy dla instruktorów, nauczycieli i hobbystów, którzy chcą założyć własne pracownie. Te kursy są dość intensywne. Przyjeżdżasz na trzy dni i gdy wyjeżdżasz, można już zaczynać coś samemu robić.

Zawsze też pomagamy znaleźć jakąś tanią bazę noclegową i niedrogie posiłki. Informacje o planowanych przedsięwzięciach można znaleźć na facebookowych stronach: Kreatywna Szkoła albo Pracownie Karkonoskie.

Z dziećmi pracujecie przez muzykę. Stosujecie też inne formy terapeutyczne?

Holistyczna muzykoterapia, którą widziałaś dzisiaj na zajęciach, jest jedną z wielu metod, którymi posługuję się jako arteterapeuta.

Różnorodność osób, z którymi pracuję, wymaga ode mnie dobrego warsztatu. Arteterapia wizualna, oparta na procesie twórczym, wyborze, doświadczaniu, sensorycznym, zmysłowym i emocjonalnym działaniu sztuki, jest w moim wypadku nierozłączna z muzykoterapią.

W Kreatywnej Szkole wszystkie terapeutyczne cele realizuję właśnie przez uprawianie sztuki – świadome i celowe, choć często bez gotowych rozwiązań, nastawione na eksperyment lub przypadek indywidualne rozwiązania uczestników.

To rodzaj nauki, swoistego prowadzenia zgodnego z hasłem André Bretona „sztuka ma przemienić świat i zmienić życie”. I dokładnie to staram się robić codziennie.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content