MFC 19: Dwóch braci Muszyńskich i dwa pasy! Bartosz mistrzem kategorii 85 kilogramów

Po morderczych pięciu rundach walki wieczoru gali MFC 19 sędziowie wskazali na reprezentanta Armii Polkowice i to właśnie pochodzący z Bytomia Odrzańskiego Bartosz Muszyński od soboty dzierży pas organizacji Tomasza Makowskiego! Tym samym powtórzył sukces swojego brata Kacpra, który jest mistrzem niższej kategorii wagowej. Swoją walkę w hali CRS wygrał także nowosolanin Michał Gołębiowski

– Walka o pas mnie motywuje – powiedział na łamach „Tygodnika Krąg” przed MFC 19 Bartosz Muszyński. I dodał: – Ten pas jest jedną z rzeczy, które chciałbym mieć, chciałbym widzieć u siebie.

W sobotni wieczór 2 października w hali Centrum Rekreacyjno-Sportowego w Zielonej Górze Muszyński w walce wieczoru zmierzył się z Matějem Kozubovským z Pitbull Gym Kralupy. Czech postawił poprzeczkę wysoko doświadczonemu Polakowi. Ale to właśnie doświadczenie reprezentanta Armii Polkowice odegrało decydującą rolę w tej walce.

Po pięciorundowej pasjonującej wojnie sędziowie orzekli, że Muszyński wygrał dwa do remisu. Tym samym został mistrzem MFC w kategorii wagowej 85 kg!

Czyli w rodzinie Muszyńskich jest już dwóch mistrzów organizacji Tomasza Makowskiego. Wcześniej złoto w niższej kategorii wagowej zdobył Kacper.

W niedzielę Bartosz napisał na Facebooku: „Drugi pas MFC trafia właśnie w nasze ręce. Pozazdrościłem Kacprowi cennego trofeum i postanowiłem wyrównać rachunki. Dwóch braci to i dwa pasy.

Podziękowania przede wszystkim dla organizatora za stworzenie miejsca i marki, dzięki czemu możemy pokazać część naszych umiejętności. Dziękuję wszystkim tym, którzy pomogli mi się przygotować i zdobyć ten prestiżowy tytuł. Wszystkim tym, którzy we mnie wierzyli i wspierali mnie.

Natłok obowiązków, czas dla rodziny, nowe projekty, autorska gala i do tego dwa treningi dziennie. Ostatnie dwa miesiące i przygotowania nie były łatwe. Tym bardziej jestem szczęśliwy, że udało mi się zrealizować zamierzony cel.

Co do samej walki – nie cofnąłem nogi o krok i musiałem poświęcić sporo zdrowia, żeby wygrać z młodym i ambitnym mistrzem Czech.

Pas jest we właściwym miejscu. Armia dopiero się rozpędza, bądźcie z nami!”.

Niezłe tempo!

– Przede wszystkim jest dynamiczny i twardy – oceniał swojego rywala przed galą nowosolanin Michał Gołębiowski, fighter Maku Gym. – Na pewno będziemy chcieli sobie urwać głowę [śmiech]. Walka będzie bardzo zawzięta, dynamiczna – jak na tę kategorię wagową przystało.

W sobotę w kat. 60 kg Gołębiowski podjął Wojciecha Urbanowicza z Pretorium Poznań. I było, jak przewidywał – ciosy i kopnięcia śmigały co rusz z niezwykłą regularnością. Obaj narzucili sobie mordercze tempo walki, ale wytrzymali jej trudy. Oglądało to się świetnie.

Nas jednak najbardziej cieszy, że to nowosolanin wyszedł górą z tej wojny. Sędziowie wskazali na zwycięstwo Michała Gołębiowskiego 2:1. Trener Tomasz Makowski może być zadowolony z występu swojego podopiecznego.

Frątczak mistrzem Polski. Znowu

Kacper „Chini” Frątczak, fighter Akademii Sportów Walki Knockout Zielona Góra, pokonał na swoim terenie Rafała Kamińskiego (Kickboxing Team Sejny) i sięgnął po pas zawodowego mistrza Polski Polskiego Związku Kickboxingu w K-1.

Frątczak to terminator, co potwierdził w zielonogórskim ringu. Zgarnął kolejny tytuł do swojej bogatej kolekcji.

„Wczorajszy wieczór był pełen emocji. Dziewiąty event, w którym brałem udział w tym roku, zaowocował kolejnym zwycięstwem” – skomentował na FB „Chini”.

Trener Tomasz Pasek i Kacper Frątczak (fot. FB – Tomasz Pasek)

Przyznał, że walka była wymagająca. „Stoczyliśmy z Rafałem dobry pojedynek, tak jak chciałem – napisał. – To idealne przetarcie przed mistrzostwami świata we Włoszech, które odbędą się już za niespełna dwa tygodnie”.

Frątczak dodał też: „W walce nie mogłem pokazać w stu procentach swoich umiejętności. Myślami byłem na MŚ i nie chciałem pozwolić sobie na żaden poważniejszy uraz. Dla mnie najważniejszą kwestią jest brak kontuzji, bo one są największą zmorą każdego sportowca”.

To był ostatni raz”

Ważnym momentem sobotniej gali była pożegnalna walka Łukasza Rambalskiego z Hunter Gym Bydgoszcz. Ceniony fighter wybrał właśnie galę MFC 19, by na niej skończyć swoją bogatą karierę.

Rambalski wygrał jednogłośnie na pełnym dystansie z Bernardem Plavecem z Primmat Gym Praga.

Łukasz Rambalski zawalczył ostatni raz (fot. FB – Łukasz Rambalski)

Tym samym ważny rozdział w jego życiu się zakończył. „To był ostatni raz!!! Do widzenia!!!” – napisał na Facebooku.

Czekanie na MFC 20

Co działo się w innych pojedynkach? Maciej Zembik z Żarskiego Klubu Sportów Walki wygrał z Krzysztofem Górskim z Polkon Fight Legnica.

Wiktor Waszczuk (Red Lion Muay Thai Międzyrzec Podlaski) przegrał w starciu z Dominikiem Cinalem (Paco Team Mysłowice).

Zawodnik Armii Jakub Rymarowicz pokonał Bartosza Wiktorskiego z gorzowskiego Fighters Factory.

Rastislav Klimáček (Victory Gym Trencin – Słowacja) wygrał z Dominikiem Tomicą (Paco Team Mysłowice).

Ale zanim rozpoczęła się karta główna, mogliśmy obejrzeć również trzy walki karty wstępnej. Nas ciekawi szczególnie występ Adriana Tomali z Maku Gym. Tomala zremisował z Adrianem Wadasem z Fight Academy Dobra.

Pozostaje czekać na jubileuszową, 20. już edycję MFC. 19., zrealizowana przy pomocy finansowej Zielonej Góry, była świetna!

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content