Uczcili pamięć bohaterów powstania warszawskiego

Przedstawiciele miasta i nowosolanie uczcili 77. rocznicę powstania warszawskiego. – Wybuch powstania zastał mnie na Żoliborzu, gdzie mieszkałem – mówił nam przed trzema laty Stefan Rosiak, który jako dziecko wspierał powstańców. – Stałem na przystanku tramwajowym przy ul. Generała Zajączka, przed Dworcem Gdańskim. Nagle wybuchła jedna wielka strzelanina. Latałem w kółko, bo nie wiedziałem, co się dzieje, a kule świstały nad głowami

W niedzielę w całym kraju obchodzono 77. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. W Nowej Soli jak co roku uroczystość upamiętniająca to wydarzenie odbyła się pod pomnikiem Bohaterom Walk o Polskę. Zgromadzili się tam przedstawiciele miasta i powiatu – m.in. prezydent Jacek Milewski, szef rady miasta Andrzej Petreczko i starosta Iwona Brzozowska – instytucji miejskich, a także kombatanci i mieszkańcy.

W godzinę W rozległy się syreny. Uczestnicy obchodów oddali hołd powstańcom składając wieńce pod pomnikiem.

Pamięć to powinność

Uroczystości odbyły się również choćby w Kożuchowie. Tam członkowie Koła Związku Żołnierzy Wojska Polskiego im. 13. Pułku Zmechanizowanego na cmentarzu komunalnym złożyli kwiaty i zapalili znicze na grobach kapitana Antoniego Kozłowskiego i Reginy Leszczyńskiej.

– Powinnością każdego żołnierza jest kultywowanie pamięci o dokonaniach i bohaterstwie jego poprzedników – mówi ppłk Sylwin Jarosz.

Kapitan Antoni Kozłowski był powstańcem działającym pod pseudonimem „Turek”. Za swoje zasługi odznaczono go Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych.

Z kolei Regina Leszczyńska to wdowa po powstańcu warszawskim. – Całe swoje życie poświęciła pracy w kożuchowskich jednostkach wojskowych. Jej mąż zginął w powstaniu na Polach Mokotowskich około 10 sierpnia 1944 r. – dodaje ppłk Jarosz.

„Cieszyłem się, że wybuchło powstanie”

W przeszłości w na łamach „TK” pisaliśmy o Stefanie Rosiaku, z urodzenia warszawiaku, który od 1948 r. mieszka w Nowej Soli. Brał udział w powstaniu.

Przypominamy fragment tekstu z 2018 r.

– Wybuch powstania zastał mnie na Żoliborzu, gdzie mieszkałem. Stałem na przystanku tramwajowym przy ul. Generała Zajączka, przed Dworcem Gdańskim. Nagle wybuchła jedna wielka strzelanina. Latałem w kółko, bo nie wiedziałem, co się dzieje, a kule świstały nad głowami – wspomina godzinę W Stefan Rosiak.

Jego dom rodzinny Niemcy spalili pierwszego dnia powstania. Podobnie jak wielu mieszkańców Żoliborza, z matką ukryli się w pobliskim forcie w kształcie okrąglaka przy ul. Czarnieckiego, który był zlokalizowany ok. 600 metrów od zajętej przez Niemców Cytadeli Warszawskiej.

Fort podziemnymi przejściami był z nią połączony, ale te przejścia wysadzili powstańcy. W forcie utworzono oddziały samoobrony, w razie gdyby powstańcza barykada została przełamana.

– Byliśmy taką małą odnogą Armii Krajowej. Przychodzili do nas dowódcy tych struktur i prosili o pomoc, żeby dać im chłopaków. Mówiliśmy do tych dowódców tak: „Chętnie, już idziemy, bo chcemy się bić. Dajcie nam karabiny i lecimy”. W odpowiedzi któregoś razu usłyszałem takie pytanie: „Jak mamy jeden karabin na siedmiu, to myślisz, że tobie go damy? Rób tak, żeby pomagać” – wspomina Rosiak, którego wkurzało takie stawianie sprawy, bo chciał walczyć.

– Cieszyłem się, że wybuchło powstanie. Może w końcu odegramy się na Niemcach? – pytałem sam siebie. Miałem dodatkowo w sercu zadrę po śmierci brata – wspomina nasz rozmówca.

Syn powstańca: Tata niechętnie mówił o powstaniu

W 2018 r. rozmawialiśmy też z Piotrem Makowskim, synem powstańca. Od 13 lat mieszka w Nowej Soli. – Tata całą okupację spędził w Warszawie razem ze swoją matką i siostrą – był harcerzem i ze swoim hufcem należał do formacji Szarych Szeregów podległych pułkowi Armii Krajowej „Baszta” – mówił Makowski.

I opowiadał: – Przez całą okupację był kurierem, przenosił rozłożone w częściach elementy broni palnej – pistolety i karabiny maszynowe – do odpowiednich, wskazanych rozkazem miejsc. Zgodnie z rozkazem dowództwa Szarych Szeregów jako warszawiak i patriota brał udział w powstaniu od początku do końca. Walczył jako kurier i na barykadach w Śródmieściu, ale dokładnych miejsc nie jestem w stanie wskazać.

– Tata w domu bardzo niechętnie i mało mówił o powstaniu warszawskim – podkreślał Piotr Makowski. – Zawsze z mamą wiedzieliśmy, że to dla niego jest trauma. Wiemy, że co roku każdego 1 sierpnia spotykał się ze swoimi żyjącymi jeszcze wówczas towarzyszami broni i kolegami z hufca i pułku. Wtedy w swoim towarzystwie wspominali tamte tragiczne czasy. Tata zawsze po takich spotkaniach wracał bardzo wzruszony.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content